piątek, 3 sierpnia 2012
Ogłoszenie!
Ruszył nowy blog yaoi ,,Małżeństwo z rozsądku" - to lekka komedia romantyczna osadzona w realiach współczesnej Polski. Zapraszam do czytania. Piszcie o pierwszych wrażeniach.Link macie podany obok.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Rozdział 24
Wiem, wiem. Okrucieństwo mam we krwi.
Bawcie się dobrze. Miałam napad głupawki i napisałam bardzo niemądry rozdział.
Odsunąłem
się od mężczyzny niechętnie i ciężko westchnąłem. Niestety miał rację. Resztki
rozsądku jakie kołatały się jeszcze w mojej głowie pchnęły mnie w stronę
kuchni. Ogromnym wysiłkiem woli udało mi się na chwilę skoncentrować, by
wysmażyć do Soni krótką notkę na temat miejsca mojego pobytu. Potem odwróciłem
się i z radosnym piskiem wskoczyłem prosto w ramiona Avgara.
- Możemy iść
do ciebie. Byle szybko. Przez ciebie od tygodnia chodzę napalony i teraz musisz
wziąć za to odpowiedzialność – posłałem mu zadziorne spojrzenie. Demon był
zadziwiająco opanowany. Obserwował moje wyczyny z pobłażliwym uśmieszkiem.
Objął mnie i szepnął do zaczerwienionego uszka.
- Lui,
zamknij oczy i złap się mnie mocno – zrobiłem jak kazał. Poczułem lekki zawrót
głowy i nieprzyjemny ucisk w skroniach. Ziemia uciekła mi nagle spod stóp. Po kilku
sekundach byliśmy na miejscu.
- Już.
Możesz mnie przestać tak ściskać – odezwał się rozbawiony Avgar. Otworzyłem
oczy i zobaczyłem, że znajdujemy się w znanej mi sypialni. W ogromnym kominku
płonął wesoło ogień, będący jedynym źródłem światła w pokoju. Przed nim na
kamiennej podłodze leżał puszysty dywanik. Zasłony w wysokich gotyckich oknach
były szczelnie zaciągnięte. Mnie natomiast, z wiadomych względów, zainteresowało zupełnie coś innego. Ogromne
łoże z baldachimem wprost zapraszało do miłosnych igraszek.
- Posłuchaj
dzieciaku. Możemy się trochę popieścić, ale nic poza tym. Nie chcę żebyś znowu
uciekł stąd z dzikim wrzaskiem i poszedł na skargę do ciotki – odezwał się poważnie mężczyzna. Coś tam
jeszcze ględził, ale szczerze mówiąc zupełnie go nie słuchałem. Też sobie
wybrał porę na takie gadki. Płonąłem z pożądania, a w spodniach czułem bolesną
erekcję. Chcę go i będę go miał. Dzisiaj. Natychmiast. Inaczej niezaspokojone
pragnienie rozerwie mnie na kawałki.
- Heeej… -
krzyknąłem podekscytowany. Cofnąłem się kilka kroków do tyłu z niewinną minką,
by potem z rozpędu rzucić się na zaskoczonego demona i przewrócić go na
pościel.
- Co ty
wyprawiasz głuptasie? Czyżbym był w niebezpieczeństwie? – spojrzał na mnie
kpiąco układając się wygodnie na łóżku. Siedziałem mu na udach lekko zmieszany.
Nigdy nie byłem w takiej sytuacji i nie bardzo wiedziałem co mam dalej robić.
Byłem jednak zdeterminowany doprowadzić sprawę do końca. Nagle przypomniała mi
się scena z dzisiejszego snu, gdzie nagi Avgar pochylał się nade mną, a ja
gładziłem dłońmi jego złocistą skórę ramion i imponujące mięśnie. Postanowiłem
się przekonać czy moje wyobrażenie było zgodne z rzeczywistością. Zrobiło mi
się gorąco. Mężczyzna leżał nieruchomo wpatrując się we mnie płonącymi,
szkarłatnymi oczami. Widać było, że nie ma zamiaru w niczym mi pomóc. Zacząłem
niecierpliwymi dłońmi rozpinać jego koszulę. W końcu mi się udało. Rozsunąłem
ją na boki i aż westchnąłem z zachwytu. Wstyd przyznać, ale dosłownie ślinka
napłynęła mi do ust. Zacząłem badać gładkie, twarde ciało drżącymi palcami
czując jak staje się coraz cieplejsze. Moją uwagę przyciągnęły dwa kremowe
punkciki. Drapnąłem je pazurkiem raz i drugi. Z zadowoleniem usłyszałem
zduszony jęk demona. A więc tak ma się zamiar ze mną bawić? Udaje teraz niedostępnego?
Chcąc go ukarać pochyliłem się i zacisnąłem ostrożnie ząbki na jego sutkach. Najpierw
prawy, potem lewy. Possałem, polizałem i ugryzłem ponownie. Zadrżał. Mocno. Mam
cię draniu. Ośmielony tym, że nie poruszył się ani odrobinę zsunąłem się nieco
niżej. Skoro mam do wyłącznej dyspozycji to wspaniałe męskie ciało, mogę trochę
pokombinować. Odpiąłem mu spodnie i zsunąłem na uda. Z ognistym rumieńcem na
twarzy sięgnąłem do jedwabnych bokserek. Pamiętałem, jak bardzo przestraszyłem
się za pierwszym razem. Ciekawe czy rzeczywiście był taki ogromny, czy też
pobudzona wyobraźnia spłatała mi jakiegoś figla? Zacząłem z zapałem obmacywać
przez materiał interesujący mnie organ. W końcu nieśmiało wydobyłem go na
wierzch i lekko uścisnąłem.
- Ooo…
cholera – wyrwało się z ust Avgara z uporem starającego się ignorować moje
manewry. Pokazałem mu język i wróciłem do swojego wielce podniecającego zajęcia.
Przejechałem palcem wzdłuż nabrzmiałej żyły i delikatnie postukałem w maleńką
dziurkę. Dłońmi rozsunąłem mocniej jego uda i dobrałem się do puszystych jąder.
Muskałem je samymi opuszkami palców aż znalazłem interesujący punkt tuż za
nimi. Nacisnąłem go i z zaciśniętych warg
demona usłyszałem przeciągły skowyt.
- Aaaa…. ty mały lisie, nie ujdzie ci to płazem
– mężczyzna pstryknięciem palców pozbawił nas obu ubrań, po czym przekręcił nasze
ciała. Teraz to ja znalazłem się pod spodem. Położył się na mnie ocierając się pożądliwie
po czym przekręcił mnie na brzuch. Zaczął lizać i kąsać moje plecy schodząc w
dół. Złapał dłońmi za moje pośladki i rozchylił je szeroko. Nagle włożył szorstki
język w moją zaciśniętą dziurkę.
- Ooo…. –
zacząłem piszczeć i wić się jak szalony zupełnie tracąc głowę. Nigdy bym nie
pomyślał, że to miejsce może być takie wrażliwe. Paląca potrzeba tam gdzieś w
środku narastała coraz bardziej. Musiałem coś zrobić. Czułem, że jeśli natychmiast
jej nie zaspokoję to zaraz zwariuję. Avgar zastąpił język palcem rozciągając
mnie umiejętnie. Ale to było mało. O wiele za mało. Jego potężny penis ocierał
się o moje uda. Wyczekałem na odpowiedni moment. Sięgnąłem niespodziewanie do tyłu
i nabiłem się na jego członka jednym mocnym pchnięciem. Natychmiast gorzko tego
pożałowałem. To co zamroczonemu umysłowi wydawało się świetnym pomysłem okazało
się niewypałem. Ból dosłownie pozbawił mnie tchu.
- Nieee..-
załkałem i szarpnąłem się do przodu, ale zatrzymały mnie silne ramiona Avgara.
- Nawet nie
próbuj uciekać – warknął groźnie łapiąc mnie ostrymi zębami za kark. Przycisnął
moją głowę do materaca. Automatycznie mój tyłeczek został jeszcze bardziej
wyeksponowany. Nie poruszył się jednak. Czekał tak przez chwilę, aż
zniecierpliwiony pokręciłem dupcią. Wtedy powoli wysunął się ze mnie by zaraz pchnąć
silnie, zanurzając się we mnie po nabrzmiałe jądra. Z początku cierpiałem i łzy ciekły mi po twarzy. Stopniowo jednak ból zaczął ustępować, a ciepło i
napięcie w moim ciele narastać. Mężczyzna uderzał w moje wnętrze pod różnymi
kątami i w końcu znalazł to czego szukał, a ja zobaczyłem gwiazdy. Dosłownie
cała mleczna droga stanęła mi przed oczami. Wypiąłem się mocniej by spotęgować
doznania. I krzyczałem, wrzeszczałem i łkałem z rozkoszy, aż zupełnie
zachrypłem. Wreszcie wybuchłem w ekstazie, a wraz ze mną cały świat. Jak przez
mgłę dotarł do mnie jęk spełnienia mojego kochanka. Obryzgałem nasieniem
wszystko wokół i prawdę mówiąc nic dalej nie pamiętam. Obudziłem się na chwilę,
by z ogromnym zażenowaniem stwierdzić, że demon miękką flanelką wyciera moje
drżące uda. Potem znowu zapadłem w niebyt.
…………………………………………………………………………………
Otworzyłem
oczy i zacząłem wpatrywać się w sufit. Gdzie ja do cholery jestem? Czyżby to
był mój pokój? Niemożliwe. Przecież wyraźnie pamiętam, że zasnąłem w ramionach
Avgara. Miałem niewiarygodnie realistyczny sen? Przez wiele dni chodziłem
strasznie napalony i organizm w ten sposób poradził sobie z napięciem? Ale ze
mnie zboczuch. Jak mogłem tak rzucić się na tego faceta? On nawet nie powiedział,
że mnie kocha. Nawet jeśli to sen, nie powinienem się tak zachować? Każdy inny mężczyzna
na jego miejscu pomyślałby, że jestem łatwą dupą. Całe szczęście, że to tylko
wymysł mojej chorej wyobraźni – myślałem nie całkiem jeszcze rozbudzony. Nagle
drzwi otworzyły się z impetem i do pokoju wpadła wkurzona Anka.
- Luis, ty
leniwa cholero. Wyłaź wreszcie z tego łóżka. Ty miałeś dzisiaj zrobić sałatkę
do obiadu. Jest już południe – brutalnie zdarła ze mnie cieplutką kołderkę.
- Dobra. Daj
mi dziesięć minut.
- W porządku,
ale jak za chwilę nie zejdziesz na dół inaczej pogadamy - fuknęła na mnie i
wybiegła z pokoju. Zerwałem się z łóżka i aż podskoczyłem z wrażenia. Piekący
ból tyłka dał o sobie znać. - Zaraz zaraz. Może to jednak nie był sen? Ja chyba
jednak faktycznie próbowałem przelecieć Angara, ale w rezultacie, to on
przeleciał mnie. Wepchnął we mnie swojego wielkiego penisa i stąd mój poranny
problem - zaczerwieniłem się okropnie. - Wezmę ciepłą kąpiel to może mi
przejdzie. Rany! Co mnie wczoraj napadło? A może to ten głupi demon wydziela
jakieś feromony powodujące u mnie zaćmienie umysłu? Właściwie co ja wiem o jego
fizjologii? Zupełnie nic. Może wydziela jakiś zapaszek, który ogłupia biednych
naiwniaków, takich jak na przykład ja. Muszę sprytnie wyciągnąć coś na ten temat
od ciotki. – zeszło mi dłużej niż myślałem. Dopiero pół godziny później
zszedłem na dół. Wczłapałem do kuchni kulejąc i usiadłem ostrożnie na brzeżku
stołka.
- Luis, co
ci się stało? Spadłeś z drabiny w tej przeklętej bibliotece czy co? – zapytała Sonia
patrząc na mnie zaniepokojona.
- Eee… bibliotece?
– popatrzyłem na nią iście baranim wzrokiem zupełnie zapominając, co wczoraj
napisałem w zostawionej na stole wiadomości.
- Jeśli nie
szukałeś materiałów w bibliotece Avgara, to co do pierona robiłeś całą noc? –
ciotka patrzyła na mnie coraz bardziej podejrzliwie. – Ten drań z piekła rodem
przyniósł cię tutaj rano, twierdząc, że zasnąłeś ze zmęczenia i nie chciał cię
budzić.
- Noo… wiesz…
- jąkałem się bezradnie w chwili całkowitego zaćmienia umysłu. Poprawiłem się
bezmyślnie na stołku i poskoczyłem z przeraźliwym piskiem. – Aaaaa…
- Luis –
Sonia zaczęła zbliżać się do mnie po kociemu zmrużywszy oczy – czy ciebie coś
boli?
- Nie –
łgałem niewprawnie, a zatrwożone serce zaczęło mi podchodzić do gardła –
skądże.
- Możesz
tutaj podejść? Podobno twoja kolej pomagać przy obiedzie – zagruchała podejrzanie
słodko. Ociągając się wypełznąłem zza stołu i poszedłem utykając do kredensu.
Kiedy przechodziłem obok ta paskudna cwaniara wymierzyła mi w tyłek solidnego
klapsa.
- Ooo…-
zawyłem i łzy pociekły mi po twarzy.
- Jak śmiał
położyć na tobie łapska?! Zabiję tego skurczybyka!! – rozjuszona ciotka nie
pytała o nic więcej. Złapała ze stołu tasak do krajania mięsa i zamachnęła się
nim z wielką wprawą. Z dzikim wzrokiem i w kapciach z pomponami pognała w las.
-Myślisz, że
naprawdę poszła go zabić? – zapytała mnie podekscytowana Anka, z wypiekami na
twarzy obserwując całą scenę.
piątek, 27 lipca 2012
Rozdział 23
Było już
późne popołudnie, a obiadu ani śladu. W brzuchu burczało mi niemiłosiernie.
Wszystkie baby przywlekły się do domu dopiero przed chwilą i zabrały się za
gotowanie. Siedziałem na werandzie i wystawiałem twarz do jesiennego słoneczka.
- Hej, ja tu
umieram! Jedyny mężczyzna w tym domu kona z głodu! Nie wstyd wam? Kiedy
wreszcie będzie żarełko? – zawołałem w stronę kuchni.
- Ty lepiej
siedź cicho – Ilona usiadła obok mnie i ręką zatkała mi usta. – Atmosfera w
kuchni jest tak gęsta, że można ją nożem kroić.
- Anka znowu chodzi po domu w tej miniówie? – zapytałem domyślnie.
- Tak, ale
teraz nosi do niej stringi. Zdjęła też stanik. Ktoś durny musiał jej to
doradzić. Czy to czasem nie ty? – spojrzała na mnie podejrzliwie, a ja
spuściłem głowę. – Kretynie! To przez ciebie ten dom przypomina teraz pole
minowe! – pacnęła mnie w głowę gazetą.
- Przestań
się tu kręcić! Idź lepiej do ogródka i przynieś mi pietruszki! – usłyszałem
zirytowany głos ciotki.
- Już pędzę.
Tylko się nie denerwuj – dobiegł nas łomot i pisk Anki. Dziewczyna wyskoczyła
jak z procy, przebiegła koło nas i z impetem wpadła w grządki. Niestety zamiast
zająć się zieleniną jej wzrok przyciągnęły eksperymentalne truskawki Soni.
Zaczęła z wielkim zapałem i błogim wyrazem twarzy wyżerać je jedna po drugiej.
- Trzeba
ją stamtąd wyciągnąć, bo będzie awantura
– szepnąłem do Ilony.
- No coś ty!
– włożyła mi do ręki otwartą paczkę z popcornem. – Kiedy ostatnio oglądałeś
dobry film akcji? – posłała mi diabelski uśmieszek i zmusiła mnie abym usiadł
na schodach, skąd mieliśmy niezły widok na ogródek. Ta dziewczyna jest naprawdę
dziwna. Czasami przeraża mnie o wiele bardziej niż Anka. Nie musieliśmy długo
czekać na rozwój sytuacji. Po jakiś pięciu minutach z domu wyszła wkurzona
Sonia.
- Gdzie się
podziała ta paskudna dziewucha? – omiotła wzrokiem okolicę i stanęła jak wryta.
Anka była odwrócona do nas tyłem. Mocno pochylona, wesoło podśpiewując
podgryzała truskaweczki, wypinając do słoneczka zgrabną dupcię. Spódniczka była
naprawdę niezła. Podjechała wysoko do góry ukazując światu jasne pośladki
ubrane w jedwabne stringi. Ciotka
niestety szybko ocknęła się z chwilowego zamroczenia. Ruszyła w stronę
nieświadomej dziewczyny skradając się jak prawdziwy drapieżnik. I pewnie by się
jej udało, gdyby nie złośliwość natury. Przepadła przez bruzdę i upadła przed
Anką na kolana. W tym samym momencie ta słysząc za sobą jakiś hałas odwróciła
się i głowa Soni znalazła się dokładnie między jej piersiami. Widzieliśmy jak
na ich twarze występują ogniste rumieńce. Sok z trzymanego w ręce owocu zaczął
kapać na odkryty dekolt znieruchomiałej z wrażenia Anki . Czerwona strużka
zniknęła gdzieś między krągłymi półkulami. Ciotka jak zahipnotyzowana pochyliła
się i zlizała językiem słodki nektar.
- Aach… -
usłyszeliśmy przeciągły jęk gothki.
- Oż kurwa!
Koniec z tym! – To Sonia odzyskała władzę nad swoim ciałem. Porwała zaskoczoną
dziewczynę na ręce, zarzuciła ją sobie bez wysiłku na plecy i mocno klepnęła w
nagie pośladki. Po czym pomaszerowała do domu nie zaszczycając nas nawet jednym
spojrzeniem.
- Biegniemy
– rzuciła mi podekscytowana Ilona i pognała za nią. Co było robić? Zrobiłem
dokładnie to samo. Kiedy wdrapałem się na górę. Zobaczyłem jak ciotka wrzuca
otumanioną brankę do kabiny prysznicowej, przyciska ją do szklanej ścianki i
wpija się namiętnie w jej usta. Dziewczyna była w jej rękach jak wosk. Jęczała
tylko i pozwalała na wszystko co jej przyszło do głowy. Całowały się tak przez
chwilę, ocierając bezwstydnie o siebie. Wreszcie Sonia odsunęła się nieco i
spojrzała na zupełnie nieprzytomną, ciężko dyszącą Ankę z przewrotnym
uśmieszkiem. Odkręciła kurek z lodowatą wodą i wyskoczyła zwinnie z kabiny
zamykając ją za sobą na zameczek.
- Ooooo… - rozległ się przeraźliwy wrzask dziewczyny miotającej się w środku. – Wracaj tutaj ty cholerna wiedźmo!
- Co ona jej
zrobiła? – zapytałem szeptem Ilonę.
- Ślepy
jesteś? – wskazała wzrokiem na rękę Soni w której trzymała kurki od wody. –
Ona nie może wyjść, nie ma też czym zakręcić wody. Twoja ciotka jest..
hehe..prawdziwą czarownicą. Chyba chciała po prostu troszkę się zemścić i
ostudzić nieco zapały naszej napalonej koleżanki.
……………………………………………………………………………
- Aniu,
Aneczko – błagałem oburczaną dziewczynę od samego rana. Od tamtego dnia nie
odzywała się ani do mnie, ani do Ilony. – Nie bądź taka. Przecież ci pomogłem i
dostałaś nawet więcej niż jednego całuska.
- Otrzymałam
też ból gardła i potężny katar – warknęła do mnie nieprzejednana goth’ka.
- Ale to
nasi przyjaciele i strasznie się martwię. Tak bardzo się kochali a teraz nie
rozmawiają nawet ze sobą. Obaj bardzo cierpię i są uparci jak barany. Zwłaszcza
Samuel. Proszę cię chodźmy do niego i chociaż spróbujmy go przekonać – jęczałem
jej za uchem.
- Luis, to
dorośli faceci. Dadzą sobie radę bez ciebie.
- To chociaż
zobaczmy co robią – wlepiłem w nią szczenięce oczka.
- Nie dasz
mi spokoju co? Dobra, ale tylko na chwilę. Zerkniesz sobie czy wszystko w
porządku i się zmywamy. Jak ten twój facet z tobą wytrzymuje? Wygląda jak sam
książę piekieł, ale musi mieć chyba anielską cierpliwość – uściskałem ją i
pociągnąłem na dwór. Zapadł już zmierzch. Noc była bardzo ciepła i pogodna jak
na tą porę roku. Szliśmy powoli w stronę domu Sama stojącego nieco na uboczu w
głębi leśnej głuszy. Tą drogą prawie nikt nigdy nie chodził. Jakie było nasze
zdziwienie, jak tym razem co chwila mijaliśmy grupki rozchichotanych
przechodniów, podążających w tym samym kierunku co my.
- Co się tu
dzieje? Ostrowski urządza jakąś imprezę i nas na nią nie zaprosił? – odezwała
się zaintrygowana dziewczyna.
- Wkrótce
się dowiemy. To już niedaleko – pod bramą prowadzącą do willi Sama zebrał się
spory tłumek ludzi z miasteczka. Wszyscy rozgadani i uśmiechnięci widać było,
że na coś czekają.
- Hej, coś
będą rozdawać –zaczepiłem starszą panią.
- Cicho,
zaraz się zacznie. To takie romantyczne. Mój mąż nigdy nie zrobił dla
mnie czegoś takiego – westchnęła najwidoczniej zachwycona kobieta.
Przepchnęliśmy się z Anką do przodu aby lepiej widzieć co się tu będzie działo.
Ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu pod bramę zajechał niewielki bus. Wysiadła z
niego grupka najprawdziwszych mariachi w sombrerach z instrumentami w rękach
stanęli w półkolu. Na czoło kolorowej gromadki wysunął się ku mojemu
zaskoczeniu Artur z gitarą w ręku. I zaczął się najprawdziwszy koncert. Nie
miałem pojęcia, że Futrzarski potrafi tak świetnie grać. Śpiewał też całkiem
nieźle. Zawodzili jedną po drugiej słodkie serenady a zachwycony tłumek klaskał
im do rytmu.
- Grają tak
już od tygodnia. Ładnie, prawda? – odezwała się do mnie kobiecina. - Ten
Ostrowski, to nie ma serca pozwalając tak cierpieć biednemu chłopakowi. Gdyby
ktoś do mnie tak pięknie śpiewał oddałabym mu się cała – babcia rozczulona otarła łezkę z oka. Ten właśnie moment wybrał
sobie Sam na wkroczenie do akcji. Brama wejściowa nagle rozwarła się z
paskudnym zgrzytem. Mariachi umilkli, a Artur ścisnął w ręku mocniej gitarę.
- Won z
mojej posesji, ale już! – krzyknął najwyraźniej rozwścieczony mężczyzna. Po
czym złapał za rękę oniemiałego Futrzarskiego i pociągnął go do środka.
- Młody
człowieku, tylko nie zrób temu ślicznemu chłopcu krzywdy – odezwała się
odważnie kobiecina.
- On należy
do mnie i to moja sprawa co z nim zrobię, a wam nic do tego – zatrzasnął
bezczelnie furtkę przed nosem szemrającym gapiom. Tłumek powoli zaczął się
rozchodzić plotkując ile sił.
- I co ty na
to? – zapytała mnie mocno rozbawiona Anka.
- Powiedział
,,należy do mnie” więc chyba nie jest jednak tak źle – odparłem z zadowoleniem.
– Dobrze. że tu przyszliśmy. Teraz będę mógł spokojnie zasnąć.
……………………………………………………………………………
Powiedziałem
to chyba w złą godzinę bo większość nocy nie przespałem. Zrobiło mi się smutno
i dręczyła mnie zwykła ludzka zazdrość. Wszyscy znaleźli sobie kogoś tylko ja
byłem sam. Na myśl o tym jak namiętnie dziewczyny całowały się w tej kabinie
zrobiło mi się gorąco. A mnie nie ma kto dać nawet najmniejszego buziaczka.
Życie nie jest sprawiedliwe. Usiadłem na placyku przed budynkiem Akademii.
Dziewczyny już dawno skończyły wykłady i wróciły do domu. Musiałem zostać nieco
dłużej i teraz nie miałem czym jechać. Sonia zmusiła Avgara, żeby się mną
zajął. Czekałem więc na niego, ale spóźniał się już pół godziny. Skończyły się
lekcje i rozgadana fala młodzieży zalała okolicę.
- Luis, co
tak tu stoisz taki samotny – zachichotała grupka miejscowych ślicznotek.
-Czekam na
podwózkę, ale wygląda na to, że mnie olał – westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
- Chyba
jednak nie. Widzisz tego przystojniaka tam z boku. Opiera się o takie sportowe
cudeńko. Gapi się na ciebie od kilku minut – odparła najwyższa z nich i
wskazała ręką w bok. Podążyłem za nią wzrokiem i zobaczyłem Avgara w ciemnych
okularach wyglądającego w nich jak sam szef Yakuzy. – Ten pewnie do ciebie, bo
nigdy go tu nie widziałyśmy. Powiedz, gdzie ty zrywasz tych wszystkich
nadzianych słodziaków?
- To tylko
mój kierowca – odparłem nie patrząc jej w oczy.
- Taa..
kierowca..A ja jestem twoją babcią – zakpiła dziewczyna i cała grupka wesoło
zarechotała. Pomachałem im i pobiegłem szybko do samochodu zanim jeszcze coś ze
mnie wyciągnęły. Usiadłem cichutko na miejscu dla pasażera i zapiąłem pasy.
Kompletnie straciłem humor. Nie odzywałem się przez calutką drogę. Widziałem
jak demon spogląda na mnie zdziwiony. Spojrzałem w szybę. Robiło się coraz ciemniej.
No cóż. To przecież jesień. Jak sobie pomyślałem, że w ten weekend zupełnie nie
będę miał co robić, ani otworzyć do kogo buzi to usta same ułożyły się mi w
podkówkę. Dziewczyny jechały na jakiś babski zjazd, a ciotka z przyjaciółką do
Spa. Zostałem więc samiutki jak ten palec. Kiedy podjechaliśmy pod dom
wypełzłem ociągając się z samochodu i burknąłem jakieś pożegnanie. Avgar jednak
nie odjechał jak się tego spodziewałem wszedł za mną do przedpokoju i złapał
mnie za ramię.
- Lui,
strasznie dzisiaj jesteś cichy. Normalnie to buzia ci się nie zamyka. Chory
jesteś? – zapytał gładząc mnie po policzku i zaglądając mi w oczy.
- Mam doła –
odtrąciłem jego dłoń i westchnąłem. – Wszyscy kogoś mają, a ja nawet nie mam
się do kogo przytulić – wyszeptałem żałośnie.
- Skrzacie,
nie przeginaj, bo może to się dla ciebie źle skończyć – mężczyzna objął mnie w
talii i przyciągnął do siebie.
- Więc
dostanę całuska? – spojrzałem na niego z nadzieją. – Ale takiego prawdziwego z
języczkiem – bez wahania przytuliłem się do jego szerokiej piersi. – To twoja
wina. Od tamtego czasu, no wiesz – zarumieniłem się po same uszy – śnisz mi się
każdej nocy z tym cholernym piórkiem w ręku. Potem przez większość dnia mam
erekcję i biedny Wacuś chyba się od tego wreszcie pochoruje – wypaliłem znienacka
i zamilkłem ogromnie zmieszany. Demon zsunął swoje dłonie na moją pupę i
zacisnął na niej mocno palce. Podniósł mnie do góry i owinął sobie moje nogi dookoła
swojej talii. Przycisnął mnie do drzwi i spadł na moje usta jak jastrząb. Wdarł
się w nie brutalnie zanurzając się w gorące wnętrze.
- Lui,
oszaleję przez ciebie – usłyszałem ochrypły głos Avgara. Objąłem go za szyję by
być jeszcze bliżej. Całował mnie, lizał i gryzł splatając nasze języki w
szalonym tańcu namiętności. Drżałem i wiłem się w jego ramionach jęcząc z
zachwytu.
-Kochaj się
ze mną – niespodziewanie wyrwało się z moich nabrzmiałych ust.
- Dzieciaku,
jeszcze niedawno uciekłeś przede mną i kazałeś mi się skurczyć – zachichotał mi
do ucha gryząc jego płatek.
- Weź mnie
natychmiast – otarłem się o niego lubieżnie. Jeśli tego nie zrobi, jeśli mnie
teraz odtrąci rozbeczę się tutaj jak przedszkolak. Musiał coś wyczytać z moich
załzawionych oczu, bo skinął powoli głową.
- Posłuchaj
kruszyno, jesteś tego pewien? Może jednak zachowaj swoje dziewictwo dla kogoś
kto będzie ciebie wart, kto cię uszczęśliwi.
- Ale przecież
to ciebie kocham – wyszeptałem cichutko oddychając coraz szybciej. Moje ciało
rozpalało się coraz mocniej pod wpływem jego pieszczot. Rytmicznie masował moje
pośladki nie zapominając zahaczyć o zaciśniętą dziurkę. Mimo, że dzieliło nas
kilka warstw ubrań drżałem, a moja skóra płonęła.
- Lui,
spokojnie. Nie możemy tego tutaj zrobić. Jak nas złapie Sonia zginę w
strasznych mękach. Pójdziemy do mnie. Zadzwoń do niej i wciśnij jej jakąś
historyjkę. Jesteś w tym dobry.
- Nnie wiem
czy dam rady. Sstrasznie trzęsą mi się ręce – wyjąkałem zarumieniony wiedząc,
że wygrałem i już dzisiaj będę należał do niego.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Rozdział 22
Patrzyłem na
Avgara ogromnie zmieszany. Moje ciało żyło własnym życiem i nie chciało poddać
się woli. Rozum powędrował w jedną stronę, a pobudzone afrodyzjakiem zmysły w
drugą. Pod pożądliwym spojrzeniem mężczyzny zapłonąłem jeszcze mocniej.
Wiedziałem, że sam sobie nie poradzę. Nie miałem innego wyjścia jak mu zaufać.
Zrobiło mi się jednak smutno. To był mój pierwszy raz. Pierwszy raz, kiedy ktoś
będzie mnie oglądał w tak intymnej sytuacji. Zawsze marzyłem o księciu na
białym koniu, który porwie mnie do swojego pałacu. Potem w romantycznej, pełnej
miłości atmosferze złączymy nasze ciała i dusze. Nie myślcie, że nie zdaję
sobie sprawy jakie to dziecinne. Tymczasem na łóżku siedzi napalony demon i
zerka łakomie, jakby chciał mnie pożreć kawałek po kawałku. I jak tu się nie
rozryczeć? Zderzenie moich wizji z rzeczywistością było zbyt brutalne. Obróciłem
głowę w drugą stronę, aby Avgar nie mógł dostrzec mojej miny. Niestety łzy same
zaczęły płynąć mi po twarzy. Nie potrafiłem ich powstrzymać.
- Lui, nie
płacz. Nie jestem, aż takim potworem, aby wykorzystać taką sytuację. Pomogę ci
jeśli mi na to pozwolisz – odezwał się niespodziewanie mężczyzna.
- Wiem,
jestem taki głupi. Zrób co uważasz za stosowne, bo dłużej już tego nie
wytrzymam – stwierdziłem drżącym z emocji głosem. Demon pochylił się nade mną i
ostrożnie zdjął resztę mojej garderoby. Po czym nakrył mnie miękkim, jedwabnym
prześcieradłem. Położył się obok mnie na łóżku i uśmiechnął się przewrotnie
chowając coś za plecami.
- Co tam
masz? - zapytałem zaniepokojony.
- To nic
takiego. Można powiedzieć, że mała pomoc naukowa – wyciągnął rękę z dużym,
puszystym strusim piórem.
- E… Po co
ci to? – spojrzałem podejrzliwie.
- Zaraz
zobaczysz. To Puszek i dzisiejszej nocy będzie twoim najlepszym przyjacielem –
wyszczerzył kły Avgar i delikatnie połaskotał mnie po szyi. Doznanie
było tak intensywne, że omal nie lewitowałem z posłania.
- Widzisz
Lui. Jesteś bardzo ponętny i reagujesz tak wspaniale, że tej nocy zobaczę z
pewnością jeden z najlepszych spektakli w moim życiu – mężczyzna oblizał pełne
wargi i rozpoczął rozkoszną torturę. Najpierw gładził moje barki i obojczyki.
Powoli zjechał niżej, niby przypadkiem zahaczając o sutki. Zacisnąłem dłonie na
prześcieradle starając się nad sobą choć odrobinę zapanować.
- Nie
zgrywaj napastowanej dziewicy malutki.
Och, zapomniałem, że ty przecież nią jesteś. Rozluźnij się i daj się ponieść
zmysłom – zachichotał demon. Jego dłoń zjeżdżała coraz niżej zataczając kręgi i
wzbudzając w moich żyłach prawdziwą pożogę. Kiedy jednak dotarła w okolice podbrzusza krzyknąłem i zacisnąłem mocno uda.
- Nie rób
tego. Rozsuń nóżki i pozwól się trochę popieścić. Jak przestaniesz histeryzować
zobaczysz, że to bardzo przyjemne – Zawstydziłem się swoich dziecinnych reakcji
i zrobiłem o co prosił. – Trochę szerzej skarbie. Nie masz powodu do
zażenowania, jesteś niesamowicie piękny. - Kiedy puszysta kitka zawędrowała między
moje uda zacząłem bezwstydnie jęczeć. Patrzyłem wprost w szkarłatne źrenice i
widziałem w nich coraz większy zachwyt. Migotała w nich także czułość i ogromy głód. Tern drań wiedział jak mnie doprowadzić do szaleństwa. Kręcił
niewielkie kółeczka na moich nabrzmiałych jądrach i gładził stojącego na
baczność sączącego penisa. Wiłem się i dyszałem pod tą słodką torturą, zatracając się w niej zupełnie. Jak przez mgłę słyszałem swoje pełne
namiętności okrzyki. Teraz było mi już wszystko jedno co o mnie pomyśli. Świat skurczył się do jego dłoni, dzierżącej strusie pióro i muskającej w
delikatnej pieszczocie mojego członka. Byłem jak pijany. Pijany rozkoszą.
Zacząłem dygotać. Całe ciepło skumulowało się w jednym punkcie, aż
wreszcie wybuchłem jak wulkan, doznając tak silnego orgazmu, że na chwilę straciłem
świadomość.
To była bardzo długa noc, pełna upojnych
doznań. Budziłem się wiele razy twardy i drżący, by pogrążać się w kolejnej ekstazie
wciąż od nowa i od nowa. Demon dotrzymał słowa. Nie dotknął mnie nawet jednym palcem.
Zupełnie skupił się na moich doznaniach jakby całkowicie zapominając o sobie.
Nie miałem pojęcia, że potrafi być tak opiekuńczy i troskliwy. Nigdy nie był
typem serdecznej i miłej osoby. Ten egoistyczny i porywczy mężczyzna zrobił dla
mnie coś niepojętego. Zajął się mną jak najczulszy kochanek sam pozostając
niezaspokojony. Nikt nigdy się tak dla mnie nie poświęcił. I jak tu go nie kochać? No
jak? Kiedy obudziłem się w ramionach Avgara słońce było już ponownie na
zachodzie. Zawstydzony stwierdziłem, że leżę nagi w jego objęciach, gdy
tymczasem on jest całkowicie ubrany. Wstałem ostrożnie, aby go nie obudzić i na
palcach podreptałem do łazienki. Czułem się strasznie słaby. Jakbym
poprzedniego dnia przepracował cały dzień w kamieniołomach. Wszedłem pod
prysznic i spojrzałem w dół, na przyczynę moich wczorajszych kłopotów. – Eh ty –
odezwałem się patrząc oskarżycielsko na swojego penisa. – Musiałeś wczoraj tak
szaleć? Jak ja teraz spojrzę mu w oczy? Przez calutką noc zachowywałem się przez
ciebie jak tania dziwka. – Poczułem na plecach powiew chłodnego powietrza. Odwróciłem
się gwałtownie, o mało się nie przewracając na śliskim mydle. Napotkałem dwie
szkarłatne źrenice wpatrujące się pożądliwie w mój goły tyłek. Ten drań
uśmiechał się od ucha do ucha. Widać mu humorek od rana dopisywał.
- Z czego
tak rżysz? – prychnąłem usiłując dłonią zasłonić co nieco.
- Wiesz Lui,
nigdy nie widziałem jak ktoś rozmawia ze swoim członkiem. Ta umoralniająca
gadka była zabawna, ale chyba nie wziął sobie jej do serca. Hi hi.. – podążyłem
za jego wzrokiem i stwierdziłem z zażenowaniem, że miał rację.
- Ty podły
zdrajco! – krzyknąłem do mojego małego przyjaciela, który radośnie, coraz wyżej
podnosił swoją główkę. – I pomyśleć, że przełajdaczyłeś się całą noc! –
pogroziłem swojemu penisowi, zupełnie zapominając o obecności demona.
- Luis, haha..
jesteś jedyny w swoim rodzaju – Avgar siadł na mokrych kafelkach łazienki i zwyczajnie
porykiwał ze śmiechu trzymając się za brzuch. Speszony pisnąłem jak baba i
zatrzasnąłem drzwi od kabiny prysznicowej. Zaczerwieniłem się od stóp do głów.
- Chyba
trochę za późno na dziewicze rumieńce, nie sądzisz? Hihi..Nie bądź skąpiradłem
i daj popatrzeć! Widziałem już prawie wszystko – zawołał za mną rozbawiony mężczyzna.
- Prawie
robi wielką różnicę. I nadal, jakbyś zapomniał, jestem prawiczkiem – krzyknąłem oburzony
jego bezczelnością.
…………………………………………………………………………
Wróciłem do
domu późnym popołudniem. Starałem się
przeskradać cicho do mojego pokoju, ale niestety zostałem przyłapany przez
wracającą z zakupów Ankę. Dźwigała wielkie torby pełne wystających pakunków.
- Luis jak
dobrze, że cię widzę. Sonia mówiła, że byłeś trochę chory. Wyglądasz co prawda
na wykończonego, ale chyba nic ci nie dolega – stwierdziła dziewczyna
przyglądając mi się uważnie.
- E… To nic
takiego. Miałem ciężką noc, ale teraz wszystko jest w porządku – odpowiedziałem
ze spuszczoną głową rumieniąc się nieznacznie. Na szczęście zaaferowana czymś
Anka nie zauważyła mojego zmieszania.
- Mam do
ciebie nietypową prośbę. Chodź do mojego pokoju – pociągnęła mnie za rękę w
kierunku swojej sypialni.
- Jeśli
chodzi o seks to nic z tego – zażartowałem – mój mały przyjaciel ma karę.
- Nazywasz
swojego penisa ,,małym przyjacielem”? Jesteś jeszcze bardziej sfiksowany ode
mnie – stwierdziła rozbawiona, a kąciki jej ust zaczęły nieznacznie drgać. – A co
narozrabiał? – rzuciła z błyskiem ciekawości w oczach.
- Wiesz, myślę, że miałem przyjść na świat jako
papuga i tam na górze ktoś coś pokręcił –stwierdziłem kręcąc głową nad swoją
głupotą. Włożyłem sobie rękę do ust chcąc zapobiec dalszej bezmyślnej
paplaninie. Jak jeszcze z czymś się wygadam Anka nie da mi spokoju.
- Nie bój
się, nie rzucę się na ciebie, aż tak zdesperowana nie jestem. Chcę, abyś mi w
czymś pomógł – wysypała na podłogę wszystkie swoje zakupy. Zaczęła wyciągać i
układać na łóżku całą stertę nowych ciuchów.
- Wybierasz
się gdzieś? Jakaś czadowa imprezka? – zapytałem.
- Mam jeszcze
to – rozłożyła przede mną kilka kompletów koronkowej bielizny w różnych
kolorach.
- Ale co ja mam do tego? Nie za bardzo znam się na modzie. A na tym – wziąłem do ręki błękitny biustonosz – to już kompletnie
nie.
- Nie
musisz. Ty mi tylko powiedz co włożyć, by uwieść Sonię. Znasz ją najlepiej.
- Oszalałaś
zupełnie. Nie mam zamiaru pomagać ci w deprawacji własnej rodziny –
naburmuszyłem się patrząc na nią spode łba.
- Jak mi nie
pomożesz, to dowiem się co robiłeś dzisiaj w nocy i rozpowiem wszystkim, którzy
będą chcieli posłuchać – dziewczyna spojrzała na mnie groźnie i tupnęła
niecierpliwie nogą.
- Ale z
ciebie jędza. No dobra szantażystko, pokaż co tam masz – zacząłem grzebać w
łaszkach. - Wkładaj – rzuciłem w nią króciutką dżinsową spódniczką i obcisłą
ciemnoniebieską bluzeczką z niewielkim dekoltem.
– A to na dokładkę – włożyłem jej do ręki jedwabne, granatowe stringi. Pobiegła
do łazienki i po chwili wyszła przebrana w nowy strój. Wyglądała w nim bardzo
ładnie, ale to było nie to co chciałem osiągnąć.
- Eh,
kobiety. Co ty zrobiłaś z tą spódnicą? Nie widziałaś, jak powinno się to nosić –
pociągnąłem w dół szmatkę, aż zawisła nisko na biodrach odsłaniając nieco majteczki.
– A to co znowu? - sięgnąłem do zapięcia
jej biustonosza. Ściągaj to natychmiast. Jak myślisz, dlaczego dałem ci do
ubrania właśnie tą bluzkę?
- Ale Luis,
ja nigdy nie chodziłam bez stanika. To krępujące – wymamrotała niepewnym głosem
Anka. – I co ja powiem dziewczynom, że tak nagle zmieniłam przyzwyczajenia?
- Aleś ty
marudna i staroświecka. Jeszcze mi podziękujesz. A jak będą się dopytywać to
powiedz, że cię szeleczki obtarły i tyle. Idę się też przebrać. Zawołajcie mnie
na kolację – pośpiesznie wyszedłem z pokoju zanim ta harpia jeszcze coś
wymyśli.
sobota, 21 lipca 2012
Rozdział 21
Szalonych przygód Luisa ciąg dalszy.
Wiecie, że każdy lek ma jakieś skutki uboczne. Ten rozdział właśnie na ten
temat.
Siedziałem w
dzbanie starając skurczyć się najbardziej jak potrafiłem. Modliłem się do
wszystkich znanych mi bogów, aby nie przyszło im do głowy tutaj mnie szukać.
Nie zrobię z siebie widowiska. Sonia śmiała by się potem ze mnie całymi
tygodniami. Było mi duszno i niewygodnie. Moje biedne nogi całkiem zdrętwiały i
zaczęły mi po nich pełzać tzw. mrówki. Kręciłem się więc niespokojnie nie mogąc
się ułożyć.
- Co to
takiego? Coś jakby chrobot i szuranie? – usłyszałem głos ciotki. – Masz w domu
myszy? To obrzydliwe!
- Co ty
wymyślasz głupia kobieto? Skąd by się wzięły w dzbanie? – prychnął na nią
Avgar.
- W takim
razie rozwalmy go i zobaczymy co się kryje w środku – stwierdziła Sonia.
-
Oszalałaś?! To unikalny zabytek! W dodatku prezent od mojej przyjaciółki
Kleopatry – krzyknął demon, po czym doszły do mnie odgłosy szamotaniny. – Co
robisz przeklęta wiedźmo?!
- Nie bądź
taki drobiazgowy. Wygląda na to, że masz w domu intruza. Ciekawe kto to może
być? – rozległ się huk, trzask pękającej porcelany, a potem moja wspaniała
kryjówka rozleciała się na kawałeczki. Pisnąłem przestraszony i schowałem się
za szerokimi plecami Avgara zanim zdążyła rzucić na mnie okiem. Uczepiłem się kurczowo jego koszuli, aby nie mógł
mnie stamtąd wyciągnąć.
- No proszę
i oto mamy naszą zgubę – odezwała się z zadowoleniem ciotka. – Pokaż się Luis,
muszę zobaczyć co się stało.
- Nic.
Możesz już sobie iść – wymamrotałem niewyraźnie przywierając jeszcze mocniej do
demona.
- Nie bądź
głuptasem. Sonia pomoże ci pozbyć się problemu, ale musisz z nami
współpracować. Choć raz zachowaj się jak dorosły. - Po takiej przemowie nie
pozostało mi nic innego jak wyjść z ukrycia. Nieśmiało wychyliłem najpierw
głowę, a potem całą resztę. Dziewczyna na mój widok dosłownie osłupiała.
Otwierała i zamykała usta zupełnie jak pozbawiona wody ryba.
- Oooo… Jeny…
Czułki i ogon? Co wyście tu do cholery wyprawiali?! – wrzasnęła jak tylko
odzyskała głos.
- My? No nie
żartuj sobie! To ten durny bachor wsadził łapy do mojej szafki z żelami! –
oburzył się mężczyzna.
- Penie, że
wy! Jakbyś był odrobiną mądrzejszy od niego, to byś nie zostawiał niezamkniętej
witrynki z takimi niebezpiecznymi substancjami – odparła dziewczyna patrząc z
dezaprobatą na demona.
- O kobieca przewrotności!
Przecież ja mieszkam sam, po co więc miałem ją zamykać? – kłótnia rozpoczęła
się na dobre. Zarzuty i złośliwe uwagi latały tam i z powrotem. Zupełnie
zapomnieli o mnie i moim problemie. Przez chwilę słuchałem tego w milczeniu
wreszcie nie wytrzymałem i wybuchnąłem.
- Hej! To ja
Luis, czy to nie mnie mieliście czasem pomóc? – ryknąłem, starając się
przekrzyczeć ich oboje. Byłem ogromnie zdenerwowany sytuacją w jaką się
wpakowałem. Co będzie jak zostanę już taki na zawsze? Jakby chcąc wyrazić moją
frustrację latarenki na czułkach zaczęły świecić coraz jaśniej, a puszysty
ogonek miotał się nerwowo na boki. Chyba coś do nich jednak dotarło bo umilkli
jednocześnie. Dziewczyna podeszła do mnie i zaczęła dokładnie oglądać moje
dodatkowe członki. Po chwili westchnęła ciężko i zwróciła się do Avgara.
- Próbowałeś
już czegoś? To jakaś dziwna mutacja!
- Nie
chciałem bez ciebie. Mam tu pewien środek, ale nie wiem czy zadziała –
mężczyzna wziął do ręki tubkę z jakąś dziwną substancją. Zaczęła się fachowa dyskusja.
Padały dziwne nazwy i słowa, które nic mi nie mówiły. Kiedy oni zajęci byli
rozmową drzwi się otworzyły i do środka wtargnęli Sam z Arturem uzbrojeni jak
filmowi gangsterzy. Omietli wzrokiem pokój i zamienili się w słupy soli
zupełnie, jak w pierwszej chwili ciotka. Widziałem zaniepokojenie i troskę
malującą się na twarzy Ostrowskiego oraz coraz szerszy uśmiech jego towarzysza.
- Skąd
wiecie, że ja tu jestem? – zapytałem chcąc przerwać niezręczną ciszę. – Po co
wam całe to żelastwo?
- Wiesz,
myśleliśmy, że zastaniemy tu trupy i zgliszcza. Wpadł do nas przerażony Daniel
krzycząc coś o potworze z piekieł ciskającym ogniem, który uprowadził Luisa.
Przybiegliśmy więc na ratunek – odparł Sam przyglądając mi się z coraz większą
fascynacją.
- Jesteś
prześliczny! – oczarowany Artur i z
szybkością błyskawicy rzucił się do przodu. Złapał za mój biedny ogonek, zaczął
go gładzić i ściskać mrucząc z zachwytu. Nie zdążył powiedzieć niczego więcej,
bo dwaj wściekli mężczyźni skoczyli na niego, obalając go z impetem na ziemię.
- Zostaw
mnie, tego zboczeńca! – odezwał się wściekły Ostrowski do Avgara. Jednym szarpnięciem
podniósł z podłogi nieco oszołomionego tym atakiem Artura. Cisnął go na
najbliższą sofę, złapał za włosy i szarpnął wyrywając mu cały pęk.
- Ała… -
jęknął mężczyzna.
- Ty kudłata
pokrako – wrzasnął Sam – trochę futerka
i zupełnie zapominasz o moim istnieniu. Jeszcze wczoraj skomliłeś jak to mnie
bardzo kochasz, byle się tylko dostać do mojego łóżka, a dzisiaj proszę, od
razu znalazłeś sobie zastępstwo. Jedno machnięcie puszystą kitką i już po
tobie. Od dzisiaj się do mnie nie zbliżaj. Nie chcę mieć więcej do czynienia z
takim niewiernym napaleńcem – fuknął mocno urażony i wyszedł z pokoju dumnym
krokiem. Artur przez chwilę stał w milczeniu, jakby nie mogąc uwierzyć w to co
usłyszał. Po czym odwrócił się na pięcie i pognał za obrażonym kochankiem.
- Chyba mamy
ich z głowy? – odezwał się Avgar.
- No i
dobrze. Bierzmy się do roboty – Sonia wzięła od niego pojemnik z mazidłem i
zaczęła delikatnie nakładać mi na ogonek i czułki. – Nie ruszaj się przez
chwilę. Najlepiej połóż się na brzuchu – wskazała stojącą w kącie kanapę.
Spełniłem jej polecenie. Po chwili poczułem dziwne ciepło rozchodzące się
wzdłuż mojego kręgosłupa. Cała skóra zaczęła mnie piec i mrowić. Kwadrans potem
czułem się już całkiem nieźle.
- Mogę
wstać? – zwróciłem się do ciotki. – Chyba zniknęły? – pomacałem się najpierw po
głowie, a potem po pupie. Skoczyłem na równe nogi i podbiegłem do lustra. –
Hurra! – krzyknąłem z rozpierającej mnie radości i podskoczyłem do góry.
- W takim
razie ja już pójdę. Zostawiłam w sklepie dziewczyny i nie wiadomo co tam
podczas mojej nieobecności narozrabiały. Ty zostań tutaj do rana. Gdyby działo
się coś niepokojącego, to Avgar mnie zawiadomi. Miałeś tym razem ogromne
szczęście dzieciaku – stwierdziła pobłażliwie Sonia i pomaszerowała do drzwi. Widziałem w
lustrzanej tafli jak demon stanął za mną uśmiechając się do mnie z ulgą.
- Szkoda
tylko tego ślicznego ogonka – westchnął z udawanym smutkiem, wykrzywił się do
mnie kpiąco i klepnął w tyłek lekko zaciskając na nim palce.
- Aaaa… -
pisnąłem przeraźliwie, bo miałem wrażenie, że moje ciało stanęło w płomieniach.
Zdradliwie ciepełko rozeszło się we wszystkich kierunkach stawiając natychmiast
na baczność to i owo. Przerażony stwierdziłem, że mój penis powiększył swoją
objętość i stał się twardy jak kamień w ciągu kilku sekund. Sutki nabrzmiały i
były tak wrażliwe, że nawet ocierająca się o nie podczas oddychania koszulka
posyłała do mojego mózgu dreszcze rozkoszy. A wszystko to od jednego dotyku
mężczyzny.
- Coś ty mi
do cholery zrobił ?! - wrzasnąłem wściekle
na nic nie rozumiejącego demona. Patrzył na mnie zdziwiony i mocno zaniepokojony moim
zachowaniem.
- Luis co
się dzieje? Boli cię coś? – złapał mnie za ramię, a ja ponownie krzyknąłem i
szarpnąłem się w bok. Erekcja stała się tak duża, że każdy ruch zaczął
powodować cierpienie. – Wyduś coś z siebie!
- Eee..
Muszę do łazienki – wyjąkałem cały czerwony na twarzy.
- Nigdzie
nie pójdziesz dopóki nie powiesz o co chodzi. Widzę, że coś poszło nie tak.
- Poradzę
sobie sam. Tylko mnie tam zaprowadź – mimowolnie jęknąłem i zobaczyłem w
lustrze, że mój problem robi się dostrzegalny gołym okiem. Miałem na sobie
obcisły podkoszulek i dość ciasne jeansy. Sterczące sutki i wypukłość w
spodniach były widoczne jak na dłoni. Zobaczyłem jak Avgar podąża za moim
wzrokiem i szeroko otwiera oczy ze zdumienia. Spurpurowiałem o ile to możliwe
jeszcze bardziej. Na twarzy stojącego za mną mężczyzny wykwitł koci uśmieszek,
a szkarłatne źrenice zabłysły pożądliwie.
- No cóż,
masz chyba nieoczekiwane skutki uboczne, ale temu można chyba łatwo zaradzić –
wziął mnie na ręce i poniósł w niewiadomym kierunku. Nie miałem nawet siły
protestować. Opanowała mnie jakaś dziwna niemoc, a całe drżące ciało było
napięte ja struna. – Ooo… To musiał być
jakiś cholerny afrodyzjak! Ahh… Nie mam
aż takiego temperamentu! – pojękiwałem cicho przy najmniejszym wstrząsie. Pokój
do którego zdążaliśmy okazał się sypialnią demona. Położył mnie ostrożnie na
wielkim łożu z baldachimem nakrytym jedwabną, czarną pościelą.
- Muszę
ściągnąć z ciebie te ciuchy. Wzmagają tylko doznania i powodują cierpienie –
mężczyzna zaczął powoli rozpinać moją
koszulę.
-
Oszalałeś?! Nie będę przed tobą paradował na golasa! – zaprotestowałem z trudem,
mając ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
- Jak jesteś
taki mądry, to zrób to sam – odparł złośliwie demon i usiadł ze skrzyżowanymi
ramionami obok mnie na łóżku. Zacząłem nieporadnie gmerać przy guzikach, ale
oczywiście niczego nie udało mi się dokonać. Widząc, że kompletnie sobie nie
radzę mężczyzna wyciągnął w moim
kierunku ręce.
- Niee.. - pisnąłem
ogromnie zażenowany zaistniałą sytuacją.
- Lui,
uspokój się. Wyobraź sobie, że jestem medykiem – Avgar przemawiał do mnie
łagodnie jak do chorego zwierzątka. Nigdy go takim nie widziałem. Delikatnie manewrując
ściągnął ze mnie koszulę. Spojrzał łakomym wzrokiem na moje sutki i westchnął
głęboko.
- To z
pewnością zemsta jakiegoś złośliwego boga – jęknął z rezygnacją. – Zesłał cię
na ziemię, by mnie torturować – oblizał usta i kontynuował rozbieranie. Z
ogromnym niepokojem obserwowałem jego wyczyny. Tymczasem moje ciało rozpalało się coraz mocniej. Co chwila wstrzymywałem oddech
starając się głośno nie jęczeć. Widziałem, że demon jest coraz bardziej podniecony i
z ogromnym wysiłkiem stara się nad sobą zapanować. Kiedy jednak dotarł do
guzika od spodni pisnąłem przestraszony.
- Co znowu? –
warknął niecierpliwie.
- Wiesz ja
nigdy… Mnie nigdy nikt nie oglądał nagiego… Ja… - wyjąkałem się drżącym głosem.
wtorek, 17 lipca 2012
Rozdział 20
Luis,
jak to Luis chyba nie liczyliście, że się zmienił z powodu nieszczęśliwej miłości.
Jak zwykle znowu ma kłopoty i wciąga w nie wszystkich dookoła. Ma dwa nowe, poważne
problemy – zresztą sami zobaczycie.
Rozdział 20
Stojący
tyłem do rozwścieczonego demona Daniel był kompletnie nieświadomy
niebezpieczeństwa. Tymczasem mnie dosłownie sparaliżowało ze strachu. Nie bałem
się tak bardzo o siebie, jak o nowopoznanego przyjaciela. Kiedy Avgar z głośnym
łopotem czarnych skrzydeł ruszył do szturmu, pchnąłem zdezorientowanego pisarza
na pień drzewa, zasłaniając go własnym ciałem. Teraz był chroniony z dwóch
stron.
- Co się
stało? – jęknął Daniel rozmasowując sobie plecy i wyglądając ciekawie zza
mojego ramienia. Kiedy jednak zobaczył kto nas zaatakował wytrzeszczył ze
zdumienia oczy. – Rany boskie , co to takiego?! Kręcą tu film czy co?! – nie mógł
oderwać zafascynowanego wzroku od szykującego się do ponownego ataku Avgara.
- Jaki film
idioto?! On zaraz nas przerobi na karmę dla psów! – wrzasnąłem na niego
zirytowany wyrazem jego twarzy.
- Tylko
jego, ciebie najpierw spiorę, a potem zrobię ci coś zupełnie innego – odparł
chłodno demon wbijając w nas szkarłatne spojrzenie. – Bądź grzecznym chłopcem i
odsuń się na bok.
- Nie
pozwolę ci go skrzywdzić. To mój znajomy i jestem za niego odpowiedzialny –
krzyknąłem odważnie, jednocześnie czując, że moja dusza właśnie oddaliła się gdzieś
w okolice pięt. – Uciekaj Danielu – szepnąłem cicho – ja go czymś zajmę.
- Mowy nie
ma – oburzył się mężczyzna pusząc się jak typowy macho. – Mam cię tu zostawić
na pastwę tego czegoś – wskazał na krzywiącego się kpiąco do niego Avgara. Wolę
zginąć – powiedział nieco zbyt dramatycznie, wczuwając się w rolę.
- O bohater!
Najlepiej smakuje świeżo upieczony! – demon śmiejąc się ironicznie, posłał w
jego stronę ponad moim barkiem ognistą kulę. Słysząc wizg lecącego pocisku
padłem na trawę pociągając za sobą struchlałego pisarza. Przytuliłem się do
wystających z ziemi korzeni dębu i z głębi mojej zatrwożonej duszy zacząłem prosić
o pomoc. Modliłem się cicho dokładnie nie wiedząc do kogo. Błagałem wszystko co
żyje szybką interwencję. Nie wiem ile to trwało. Może minutę, a może całe
godziny. W takich chwilach czas jest pojęciem względnym. Usłyszałem najpierw
cichutki szmer, coś jakby szelest liści, który z każdą chwilą zaczął przybierać
na sile. Powoli zacząłem rozróżniać poszczególne słowa.
- Nie bój
się Lui, nie damy cię skrzywdzić. Tak już niewielu pozostało z twojej rasy – poczułem
jak sękate gałęzie podnoszą mnie i
stawiają do pionu.
- Danielu
sprowadź pomoc, bo zginiemy tu obydwaj – krzyknąłem do leżącego na ziemi mężczyzny. Tym razem posłusznie się podniósł i
rzucił do ucieczki. W ciągu kilku sekund zniknął między drzewami. Demon widząc
to ryknął wściekle i wyciągnął rękę w jego stronę z zamiarem rzucenia
następnego pocisku, ale niespodziewanie poślizgnął się i upadł do tyłu. Z ziemi
natychmiast zaczęły wyrastać pnącza, próbowały go schwytać i uwięzić. Avgar
jednak bronił się skutecznie paląc wszystko dookoła. Rozgniewany mężczyzna
widząc, że natura zaczyna działać przeciwko niemu zwinnie skoczył do przodu,
chwycił w talii niczego nie spodziewającego się Luisa i teleportował się w
obłoku dymu.
………………………………………………………………………………
Z wielkim hukiem
wylądowaliśmy w gabinecie demona w jego podziemnym zamku. Nie czekając aż mi
coś zrobi postanowiłem zaatakować go pierwszy. Skoczyłem na niego z dzikim
okrzykiem, z zębami i pazurami. Widząc moją determinację zacisnął wokół mnie
silne ramiona, podniósł mnie do góry i usiadł ze mną na pobliskiej kanapie.
Posadził mnie sobie na kolanach i głośno westchnął. Najwyraźniej złość zaczęła
mu przechodzić. Wykręciłem się i kopnąłem go z całej siły w kostkę. Prychnął
tylko z pogardą i rozpostarł swoje aksamitne skrzydła. Otulił mnie nimi szczelnie
jak jedwabnym kokonem. Nie mogłem kiwnąć nawet palcem.
- Puść mnie
piekielna kreaturo! – krzyknąłem mu złośliwie do ucha, aż się wzdrygnął. – Po co
mnie tu przytargałeś?
- Chyba nie
muszę ci wyjaśniać takiej oczywistej rzeczy, łobuzie? – zacisnął obie dłonie na
moich pośladkach.
- Masz
swojego Legolasa , to sobie go przeleć – fuknąłem na niego oburzony jego
przewrotnością.
- A może ja
wolę twoją zgrabną dupcię? Jesteś jeszcze prawiczkiem Lui? – zapytał kpiąco, a
ja cały poczerwieniałem na twarzy na taką bezczelność.
- Co cię to
obchodzi zdradliwy paskudzie? Brakło chętnych tyłków w okolicy? Mojego i tak
nie dostaniesz! – warknąłem rozjuszony, usiłując ugryźć go w ucho.
- Jesteś
tego pewien mały drapieżniku? – zaczął umiejętnie masować moją pupę , wyrywając
mi już po kilku sekundach, ku mojemu ogromnemu zawstydzeniu, jęk przyjemności z
ust. – No widzisz, jeszcze trochę i sam rozłożysz przede mną nóżki.
- Chciałbyś
draniu – zacząłem kręcić się próbując się uwolnić.
- Zawsze
dostaję, to czego chcę, skarbie – stwierdził bezwstydnie Avgar jednocześnie podnosząc mnie do góry i
opuszczając. Zrobił tak kilkakrotnie ocierając mnie o swój twardy tors. Mój
penis zareagował natychmiast nabrzmiewając i unosząc ciekawską główkę. - Cholera – wykrzyknąłem w myślach. - Jak on to zauważy to już po mnie. - Mięśnie
mężczyzny były napięte i lekko drżały. Poszukał ustami moich warg i siłą wdarł
się do środka. Zaczął delikatnie pieścić mój język i podniebienie swoim. Nie
potrafiąc się powstrzymać przywarłem do niego jak druga skóra.
- Mhmm..-
zamruczałem z przyjemności i ulegle poddałem się rozkosznym pocałunkom. Wszystkie
zamierzenia i plany wzięły w łeb. Nic nie mogło się porównać z tym co teraz
przeżywałem. Dostałem się do przysłowiowego raju i nie miałem zamiaru z niego
zrezygnować za żadne skarby. To, że jeszcze niedawno chcieliśmy się pozabijać
ulotniło się z mojego zamroczonego mózgu jak poranna mgła. Czarne futerko
jednego ze skrzydeł łaskotało mnie w policzek. Nawet nie wiem kiedy duże dłonie
demona zawędrowały pod moją bieliznę powoli skradając się do ciasnej szparki.
Coś dużego zaczęło uwierać mnie w brzuch. Sięgnąłem tam ręką i natrafiłem na
gorący, nabrzmiały członek Avgara. Odpiąłem ostrożnie spodnie mężczyzny i
wyciągnąłem na wierzch interesujący mnie organ.
- O kurwa –
wyrwało się z moich ust na widok ogromnego, posiniałego od napływającej do
niego gwałtownie krwi narządu. – Nie ma mowy, aby coś takiego zmieściło się we
mnie – zacząłem przestraszony nie na żarty wycofywać się do tyłu.
- Zaufaj mi
Lui. Wszystko będzie w porządku – wyszeptał gorąco Avgar wprost do mojego ucha.
- Zapomnij –
zeskoczyłem zwinie z jego kolan. – Nasze ciała zupełnie do siebie nie pasują.
- Jesteś
niemożliwy – zrezygnowany mężczyzna posykując zapiął spodnie. – Twoja dziurka bez wątpienia
potrafi się rozciągnąć do tych rozmiarów – jęknął z bólu siadając ponownie na
kanapie.
- Chyba
kpisz? Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. A może mógłbyś go trochę skurczyć?
– zapytałem zaciekawiony, nie mając pojęcia o fizjologii demonów.
- Ja się
zabiję. Skąd się biorą takie dziwne stworzenia jak ty? – wymamrotał Avgar z
udręczonym wyrazem twarzy. W tym momencie na szczęście zadzwonił telefon
ratując mnie z opresji. Mężczyzna odebrał go i natychmiast spoważniał.
- Lui, zaraz
wrócę. Poczekaj tu na mnie spokojnie i niczego nie dotykaj – wyszedł pośpiesznie
z pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz.
………………………………………………………………………………
Początkowo
byłem naprawdę grzeczny. Siedziałem spokojnie na kanapie i usiłowałem odczytać
tytuły ksiąg poustawianych na ciężkich półkach. Szybko jednak ta zabawa mi się
znudziła. Wierciłem i kręciłem się niespokojnie przez długi czas, a gospodarz
nadal nie wracał. Naprzeciwko mnie stała niewielka przeszklona szafka pełna kolorowych
słoiczków i fiolek. Zerknąłem na nią raz i drugi, bo jak magnes przyciągała mój
wzrok. – Co takiego może być w tych
pojemniczkach? Może jakieś żele lub kremy? – wyobraźnia zaczęła pracować na
całego. Zobaczyłem w myślach nagiego Legolasa masowanego jednym z tych żeli
przez podnieconego demona. – Ciekawe jak
pachną? Chyba nic się nie stanie jak powącham kilka? – podniosłem się i
ruszyłem w stronę szafki. Nie była zamknięta. Zacząłem po kolei wyciągać
słoiczki, otwierać je i wklepywać na próbę w różne części ciała. Miały
wspaniałe aromaty. Po kilku minutach cały pokój zdawał się być wiosenną łąką.
Co prawda odczuwałem dziwne pieczenie i mrowienie w niektórych miejscach, ale złożyłem
to na karb niezwykłych właściwości kremów. Byłem tak zaaferowany swoim
odkryciem, że nawet nie zauważyłem ja wrócił Avgar.
- Na
wszystkie ognie piekielne! – usłyszałem okrzyk demona i odwróciłem się do
niego. Stał oniemiały w progu pokoju z otwartymi ze zdumienia ustami. Zamrugał kilkakrotnie
oczami jakby chciał pozbyć się jakiś halucynacji.
- Luis, co
ty najlepszego zrobiłeś? – wykrztusił w końcu z ogromnym trudem. - Dlaczego ty
nigdy nie słuchasz poleceń? Co ja teraz powiem Soni? – złapał się za głowę.
- Nie bądź
skąpiradłem. Wziąłem tylko trochę. Masz ich tak dużo – patrzyłem na niego
zupełnie nie rozumiejąc jego zachowania i obracając w ręce jeden z
pojemniczków. Demon skoczył do przodu i wyrwał mi go gwałtownie, natychmiast
zakręcając jego wieczko.
- Zostaw to
głuptasie. Wystarczająco już narozrabiałeś. Pamiętasz chociaż, które otwierałeś?
– zapytał.
- Chyba
wszystkie. Pachniały tak pięknie. Zupełnie nie rozumiem o co ten hałas? – stwierdziłem
naburmuszony.
- No to
koniec. Twoja ciotka dzisiaj z pewnością mnie zabije! – jęknął zrozpaczony demon.
– Zaraz ci pokażę o co chodzi, ty okropny dzieciaku! – chwycił mnie za rękę i
pociągnął do dużego, kryształowego lustra stojącego w kącie. Podszedłem do
niego, zerknąłem śmiało i osłupiałem ze zgrozy. To nie mogłem być ja!
- Oooo… -
zdołałem wystękać, wskazując na dziwną zjawę patrzącą na mnie ze szklanej
tafli. Twarz okalały mi jasne włosy teraz jakby dłuższe i bardziej
rozczochrane. Na głowie miałem parę jadowicie zielonych czułków,
zakończonych czymś w rodzaju kulistych latarenek, pobłyskujących w półmroku
gabinetu. Trzeba przyznać, że znakomicie podkreślały kolor moich oczu. Za to z
tyłu, wprost z mojej pupy wyrastał długi, jasny ogonek zakończony puszystą kitką.
Sierść na nim przypominała włosy na moim durnym czerepie.
- Aaaa…- wystękałem
kompletnie zaszokowany.
- Jak ci się
podoba twój nowy image? – zapytał kpiąco Avgar z coraz szerszym uśmiechem na
twarzy. – Po zastanowieniu sądzę, że nie jest taki zły. Dla tego ślicznego
ogonka znalazłbym kilka ciekawych zastosowań.
- A kysz
zboczeńcu! Ja tutaj cierpię, a ty tylko myślisz jak znowu dobrać się do mojego
tyłka! – fuknąłem na niego obrażony.
- Nie złość się
już mały. Pójdę po Sonię. Twoja krewna jest utalentowanym chemikiem. Może coś
wymyśli.
- Tylko nie
to. Sam coś zrób. Ciotka nie może mnie zobaczyć w takim stanie – odparłem składając
prosząco łapki.
- Zaczekaj i
postaraj nie wpakować się w nowe kłopoty – odparł zafrasowany mężczyzna po czym
zostawił mnie samego. Tymczasem ja postanowiłem się schować. Nie pozwolę, żeby ktoś
mnie takiego oglądał, jak jakieś cudaczne zwierzątko z cyrku. Długo szukałem odpowiedniej
kryjówki, aż w końcu w oczy rzucił mi się w oczy ogromny, ozdobny dzban,
wielkości człowieka. Wgramoliłem się do niego posapując. Zmieściłem się bez
problemu. Wystawały tylko te nieszczęsne czułki. Porwałam więc jakąś chustę,
leżącą na fotelu i nakryłem nim głowę. - No
teraz mnie nie odnajdą – stwierdziłem zadowolony. – Może po jakimś czasie efekt działania tych kremów sam minie. – Umościłem się wygodnie w dzbanie. Byłem ogromnie zmęczony. Powieki zaczęły mi same opadać. Chyba
trochę mi się zdrzemnęło, bo jakby przez sen usłyszałem czyjeś głosy
- Gdzie się
podział ten niepoprawny chłopak? – usłyszałem Avgara. – Przecież nie
mógł stąd wyjść, bo zatrzasnąłem za sobą drzwi!
- Nigdzie go
nie widać – odparła zdziwiona Sonia.
- Pewnie się
gdzieś ukrył! Zawsze tak robi jak narozrabia – kroki demona zaczęły się do mnie
zbliżać niepokojąco.
- Właściwie
co się stało, bo nic mi po drodze nie wytłumaczyłeś? – zapytała lekko
zaniepokojona dziewczyna.
- Jakby to
ująć? Luis na dwa poważne problemy, którym trzeba jakoś zaradzić – odparł rozbawiony Avgar.
czwartek, 12 lipca 2012
Rozdział 19
W dzisiejszym rozdziale o pszczółkach, zaskakujących skutkach braku kultury i nowym przyjacielu Luisa.
Od
poniedziałku przystąpiłem do realizacji mojego planu. Wystroiłem się w seksowne
ciuszki i ruszyłem na podbój Uczelni. Usiadłem sobie na ławeczce przed
budynkiem szkoły. Na tym placyku zbierali się w czasie przerw wszyscy studenci.
Rozglądając się bacznie dookoła robiłem przegląd tzw. towaru. Zauważyłem kilku
naprawdę atrakcyjnych chłopaków. Ozdobiłem więc buźkę szerokim uśmiechem i
zagadnąłem pierwszego z brzegu przystojniaka. Dalej to już sprawy toczyły się prawie same. Nie
spodziewałem się, że tak łatwo mi pójdzie. Wpadali w moje sidła jeden po
drugim. Każdego z nich zapraszałem do domu. Oprowadzałem ich po okolicy zgłaszcza
w pobliżu polanki. Paliliśmy ogniska, wygłupialiśmy się nad jeziorem,
zbieraliśmy grzybki - jednym słowem sielanka. Niestety Avgar zupełnie nie
reagował na moją prowokację. Spotykałem go całkiem często. Kłaniał się mi z
wielce uprzejmą miną i odchodził w swoja stronę. Po kilku tygodniach takiej mordęgi
miałem już dość. Moja metoda zupełnie się nie sprawdzała. W dodatku znowu
zacząłem widywać tą okropną podróbkę Legolasa, jak kręci się w pobliżu domu
Avara. Liczne świeże malinki na jego szyi wymownie świadczyły o tym co robią w
wolnym czasie. Kiedy zobaczyłem jak ten paskud idzie przez las wesoło
pogwizdując zagotowała się we mnie krew. Już miałem złapać go za chudą szyje i
wrzucić do pobliskiego jeziorka, gdy przypomniałem sobie o swoim planie. Całe
dotychczasowe poświęcenie wzięłoby w łeb. Wróciłem więc pośpiesznie do domu
zgrzytając z zazdrości zębami i wsadziłem głowę pod kran. Zimna woda uspokoiła
moje nerwy i doskonale wpłynęła na pracę mózgu. Dlaczego wcześniej o tym nie
pomyślałem? Powinienem udać się po radę do Sama i Artura, ci dwaj doświadczeni
podrywacze na pewno mi pomogą. Musiałem w swoich zamierzeniach popełnić jakiś
błąd. Wysuszyłem włosy i zadzwoniłem do domu Ostrowskiego. Odebrał oczywiście mały
Zoli.
- Ceś tu
Zoli. Taty nie ma w domu - usłyszałem cieniutki głosik.
- Kiedy
wróci? – zapytałem.
- Chyba
nieprędko. Słysałem jak Artur mówi, że idą się bzykać i zajmie im to dużo casu
– odpowiedział poważnie chłopczyk.
- Hmm..? Co
takiego? – aż się zapowietrzyłem.
- No widzis,
ty tes pewnie nie wies co to bzykanie. Jak zapytałem taty, to popluł się herbatą
i wysłał mnie do pokoju – odparł nieco zasmucony – Myślis, że będą bawić się z pscółkami?
- Pewnie
ttak … - wyjąkałem krztusząc się ze śmiechu.
- Jak ich
zobacys powiedz, że się na nich gniewam. Pewnie tam liżą słodki miodek, wiesz,
tak jak Kubuś Puchatek, a ja tu się nudzę – chlipnął malec.
-Nie
przejmuj się. Od tego cukru zepsują im się zęby – odparłem, pocieszając go nieumiejętnie,
cały czerwony na twarzy. Oczywiście moja przewrotna wyobraźnia natychmiast
podsunęła mi zboczony obrazek, co oni tam sobie mogą razem lizać. Zrobiło mi
się nagle strasznie gorąco.
- Cześć
mały, pójdę tam i powiem im , że się na nich obraziłeś – odłożyłem słuchawkę i
rozpiąłem sobie dwa guziki w koszuli. Zapowiada się parna noc. Hm. Chyba nic
się nie stanie, jak im trochę poprzeszkadzam? Złapałem sweter, w końcu była już
jesień. Raźnym krokiem pomaszerowałem do willi Artura. Dom był jasno
oświetlony. W kuchni zobaczyłem przez firankę sylwetkę Samuela pochylonego nad
blatem stołu i krojącego coś z zapałem. Odetchnąłem z ulgą. Żadnych
nieprzyzwoitych akcji. Zatrzymałem się jeszcze w ogródku podziwiając piękne
herbaciane róże. Zamarudziłem trochę wąchając ich aksamitne płatki. Po
kilkunastu minutach zapukałem do domu, ale nikt mi nie odpowiedział. Wszedłem
śmiało do środka i pchnąłem drzwi do kuchni z której dochodziły mnie smakowite
zapachy. I tu spotkała mnie niespodzianka. Gdybym wykazał się kulturą i
grzecznie zaczekał, aż gospodarz mi otworzy, to nie stałbym teraz jak
zaczarowany z głupią miną. Dosłownie mnie zamurowało. Nie mogłem poruszyć
ręką ani nogą. Zamiast się wycofać utkwiłem w progu i gapiłem się bezwstydnie
na rozgrywającą się przede mną scenkę. Sam stał nisko pochylony nad stołem z
wypiętym tyłeczkiem w opiętych, spranych jeansach. Artur podszedł do niego po
cichu z tyłu i zacisnął ręce na zgrabnych pośladkach.
- Co robisz?
Zabieraj łapska z mojego tyłka! Nie widzisz że mam w ręku nóż? – prychną na niego Sam.
- Nie musisz
nic robić skarbie. Sam się wszystkim zajmę – jedna z dłoni mężczyzny sprawnie
odpięła spodnie chłopaka i wpełzła środka pociągając je jednocześnie w dół
razem z bielizną. – Masz najpiękniejszą pupę na świcie – westchnął pożądliwie.
Jedną dłonią złapał nadąsanego Sama w pasie, a drugą delikatnie zaczął gładzić
okolice między pośladkami. – Co powiesz na szybki numerek przed kolacją? –
włożył jeden palec najpierw do stojącego na blacie masła, a potem wepchnął go
powoli w zaciśniętą dziurkę.
- Aaaaa…
Jesteś nienasycony. Hmm… Przed chwilą to robiliśmy – z niejakim trudem odpowiedział Sam.
– Nie będę mógł jutro chodzić, idioto.
- To cię
będę nosił – Artur dołożył drugi palec gładząc i rozpychając gładkie mięsnie.
- Czy to nie
ty wczoraj powiedziałeś, że jestem okropnie ciężki? – zapytał ironicznie chłopak głośno oddychając.
- To nie to
samo – mężczyzna wyciągnął rękę, by zastąpić ją czymś znacznie większym. Pchnął
mocno rzucając partnera na stół.
- Oooch..-
wyjęczał chłopak i mocniej rozsunął uda.
- Dobrze ci
– zapytał Artur gryząc go w zaróżowione ucho i przyśpieszając rytm.
- Czy ty
musisz tyle mówić? Lepiej przyłóż się do pracy. Aach.. – wyjęczał kręcąc
zachęcająco tyłeczkiem. Dębowy stół zaczął przeraźliwie skrzypieć od mocnych
uderzeń. – Uważaj, rozwalimy ten mebel – krzyknął Sam sięgając do swojego
penisa i masując go sprawnymi ruchami.
- Coś ty! To
porządna austriacka robota. Ma chyba ze dwieście lat. Mhm… Jesteś taki gorący
skarbie. Uwielbiam te twoje namiętne
okrzyki – W tym momencie Sam obejrzał się na partnera i niestety zauważył mnie,
jak stoję cały czerwony, z szeroko otwartymi ze zdumienia ustami. Zarumienił
się po same uszy, jęknął i wypuścił silny strumień spermy wprost do garnka z
przygotowanym wcześniej gulaszem. Artur z dzikim okrzykiem poszedł w jego
ślady. Widziałem, jak biała substancja spływa wolno wzdłuż drżących ud Samuela i skapuje na podłogę. Kochanek opadł na jego plecy przytulając się do niego. Tego już było za wiele
dla wiekowego stołu. Z głośnym trzaskiem drewniane nogi ugięły się pod nim i obaj
mężczyźni runęli na podłogę jeden na drugiego. Teraz z kolei miałem okazję podziwiać mocno
umięśnione, nagie pośladki Artura. To był całkiem podniecający widok.
- Chyba
doprawiłeś kolację kochanie – odezwał się pierwszy Futrzarski, całując postękującego
kochanka w kark. – Nic ci się nie stało?
- Złaź ze
mnie cholerny palancie! Luis zamknij oczy i przestań się ślinić, ty mały
zboczeńcu – wrzasnął.
- Mam na
imię Artur. Już zapomniałeś? – odparł nieco zdumiony i urażony mężczyzna.
- Nie do
ciebie mówię, tylko do tego podglądacza – wysapał Sam zrzucając z siebie kochanka.
- Coś ty?! –
Futrzarski usiadł gwałtownie pacnowszy gołym tyłkiem o podłogę. Na mój widok
wybuchnął gromkim śmiechem podciągając jednocześnie spodnie.
- Z czym przychodzisz
skrzaciku? Wiesz, na kolację nie możemy cię już zaprosić, chyba, że lubisz
egzotyczne przyprawy - chichotał dalej
niepoprawny Artur. - Odezwijże się wreszcie.
Czyżby widok pupy Sama spowodował u ciebie taki szok?
- Twoją też
widziałem – wyrwało się nagle z mojego zaciśniętego gardła. Obaj mężczyźni zgodnie
rzucili się do przodu przewracając mnie na podłogę i niemiłosiernie łaskocząc.
Przez kilka minut tarzaliśmy się po dywanie jak banda rozwydrzonych dzieciaków.
Piszczałem z całych sił usiłując się wyrwać tym łajdakom. Puścili mnie dopiero
wtedy, kiedy spocony jak ruda mysz z trudem łapałem oddech. Usadzili mnie na
kanapie w salonie i włożyli do ręki schłodzone piwko.
- No to
gadaj z czym tu przyszedłeś – odezwał się Futrzarski, obejmując swojego nadal
prychającego ze złości chłopaka i przytulając go do swego boku.
- Ja przepraszam,
że się tak zagapiłem, ale zwyczajnie mnie zamurowało – odezwałem się mocno
zawstydzony swoim zachowaniem. – Mam kłopot z Avgarem i myślę, że możecie mi
pomóc. Zacząłem im opowiadać o swoim planie i zachowaniu demona. Słuchali w
skupieniu z dezaprobatą kręcąc głowami.
- Źle się do
tego zabrałeś Luis. Tu chodzi o jakość, a nie o ilość. O co byłbyś bardziej
zazdrosny? O przelotnych znajomych, czy o faceta do którego twój ukochany
wykazuje wyraźną skłonność? – zapytał mnie zamyślony Sam. – Avgar doskonale
wie, że ci twoi koledzy nie stanowią dla niego żadnego zagrożenia. Sprowadził tu tego elfa, bo
zdaje sobie sprawę, że jesteś o niego zazdrosny.
- Ale skąd
ja wezmę kogoś takiego? – westchnąłem bezradnie. - Wy odpadacie, o waszych sypialnianych wyczynach
mówi całe miasteczko. Nikt by nie uwierzył w nasz romans.
- Naprawdę?
A to plotkarze. Siedzą nam pod łóżkiem czy co? Mam dla ciebie propozycję - odezwał
się niespodziewanie Futrzarski. – Miesiąc temu wynająłem mój domek letniskowy takiemu jednemu pisarzowi. Podobno dość znanemu. Facet jest też świetnym malarzem i co
ważniejsze niezły z niego przystojniak. Zapytam go w twoim imieniu czy nie
udzieliłby ci lekcji rysunku. Jest bardzo atrakcyjny i inteligentny. Straszy
od ciebie z dziesięć lat. Na pierwszego kochanka to idealny materiał. Wystarczy,
że zrobicie sobie zajęcia w plenerze i trochę z nim poflirtujesz. I co ty na
to?
- Myślisz,
że się zgodzi?
- To miły gość i pewnie trochę się tu nudzi. Zbiera materiały do swojej nowej powieści.
Wyjaśnię mu o co chodzi – odparł Artur, który zapalił się do tego projektu.
- Dokładnie
mu się przyjrzałeś, ty paskudny podrywaczu – Sam złapał go za ucho i mocno
pociągnął.
- Kochanie
nie szalej, wiesz, że ja patrzę tylko na ciebie – usiłował podlizać się
Futrzarski.
…………………………………………………………………………………
W ten sposób wylądowałem nad jeziorkiem ze szkicownikiem w ręku. W plecaku miałem jeszcze
kocyk, butelkę czerwonego wina, kubeczki i paczkę dobrze zaostrzonych ołówków. Mój
towarzysz dźwigał sztalugi i farby. Niespodziewanie dla siebie szybko ogromnie
polubiłem Daniela. Od kilku dni włóczyliśmy się po okolicy prowadząc długie
rozmowy, rysując i śmiejąc się z byle czego. Świetnie się bawiliśmy w swoim
towarzystwie. Czułem, że gdybym nie poznał Avgara z pewnością mógłbym się w nim
zakochać. Kiedy zaciekawiony spytałem, dlaczego zaszył się na tym odludziu opowiedział
mi bardzo smutną historię. Rok temu jego wieloletni partner życiowy zginął w
strasznym wypadku. Od tej pory nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wszystko w
mieszkaniu przypominało mu o utraconym kochanku. Postanowił więc wyjechać, aby
odzyskać spokój ducha. W ten sposób trafił tutaj. Pisze powieści fantasy, a w internecie
przeczytał o wielu interesujących legendach związanych z Krasną Górą.
Rozłożyłem kocyk na niewielkim wzgórzu z którego mieliśmy wspaniały widok na jeziorko.
Wyciągnąłem szkicownik, ustawiłem podpórkę i zacząłem rysować. Daniel zrobił to samo, uśmiechając się do mnie promiennie. Kiepsko mi szło. Przedstawiane przeze mnie drzewo
było jakieś pokręcone. Mężczyzna podszedł do mnie z tyłu i ujął delikatnie moją
rękę w nadgarstku. Poczułem jego gorący oddech na karku i mimowolnie zadrżałem.
- Co tobą Luis?
Jesteś jakiś strasznie spięty – poprowadził łagodnie moją dłoń kreśląc
poprawne linie.
- Chyba mam
po prostu zły dzień. Nic mi nie wychodzi i tak jakoś mi smutno.
Dziewczyny poszły do kina, a Sam z Arturem zamknęli się w garażu. Podobno naprawiają
motor. Chyba już ze sześć godzin tam siedzą - odparłem naburmuszony.
-Daj spokój.
Miłość ma swoje prawa – roześmiał się mężczyzna. Przesunąłem się do tyłu i
oparłem plecami o jego muskularny tors. Zamknąłem oczy. Byłem w dołku. Tak
bardzo pragnąłem ciepła ukochanej osoby.
-
Przepraszam, że tak cię wykorzystuję. Chyba po prostu potrzebuję odrobiny
czułości – odparłem nieco zmieszany.
- Nic nie
szkodzi malutki – Daniel objął mnie w pasie i przytulił do siebie.
Niespodziewanie poczułem się niesfojo. Wiecie jak to jest, gdy nagle dostaniecie
dreszczy bez powodu. Niektórzy mówią wtedy, że przeleciał ich duch. Jakby coś niewidzialnego nagle
zaczęło nam zagrażać. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nieopodal stojącego Avgara.
Wpatrywał się w nas z niezmiernie groźnym wyrazem twarzy. Jego szkarłatne oczy
dosłownie płonęły, a dzika twarz wykrzywiona była w złowrogim grymasie.
Widziałem jak jego kły zaczynają się wydłużać a z dłoni wyrastają ostre szpony.
Rozpostarł czarne skrzydła z wyraźnym zamiarem ataku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)