środa, 19 grudnia 2012

Rozdział 14


VeeVenea twój pomysł najbardziej przypadł mi do gustu, a to z dwóch powodów, które są wyjaśnione poniżej.
Chyba zdajecie sobie sprawę, że to opko się kończy?

Luis

Minęło kilka dni wypełnionych od rana do wieczora szalonymi pogoniami za Jajem oraz kłótniami z Avgarem. Każdy z nas miał całkowicie odmienne zdanie jak nazwać naszego synka. Po długich debatach zgodziliśmy się na Avis, złożone z członów naszych imion. W języku łacińskim oznaczało ono ptaka. Cała rodzina orzekła, że idealnie psuje dla takiego energicznego, skrzydlatego łobuziaka.
Avgar + Luis = Avis
Avis od rana był jakiś niemrawy, dużo spał i prawie się nie odzywał. Zaniepokojony jego zachowaniem nie opuszczałem go na krok. Wieczorem byłem już prawie pewien, że maluchowi coś dolega. Demona nie było i nie miał mi kto doradzić w tej sprawie. W książkach niczego na ten temat nie znalazłem, chociaż całe popołudnie wertowałem grube tomiszcza, które dostałem od Soni. Jajo leżało w kołysce i dochodziły z niego dziwne chroboty. Podszedłem bliżej i zauważyłem, że skorupka zaczyna pękać. Przestraszyłem się nie na żarty. Spanikowany zadzwoniłem do ciotki, ale okazało się, że gdzieś wyjechała. Po chwili szczelina powiększyła się i pojawiła się w niej maleńka rączka uzbrojona w ostre pazurki. Nie namyślając się dłużej zacząłem delikatnie poszerzać otwór. Nie minął kwadrans i miałem w ramionach swojego synka. Był mniejszy niż ludzkie niemowlę, a z ramion wyrastały mu piękne płowe skrzydełka. Jasne włosy odziedziczył po mnie, a po Avgarze duże,  szkarłatne oczy, które teraz wpatrywały się we mnie z ciekawością. Delikatnie go przytuliłem, był cały pokryty jakąś mazią, która przyjemnie pachniała świeżo  skoszoną trawą. Postanowiłem umyć i ubrać golaska, żeby mi się nie przeziębił. Zabrałem go do łazienki i napuściłem wody do wanny. Wstawiłem do środka leżaczek dla niemowląt. Położyłem na nim Avisa, który zaczął radośnie gruchać  i zobaczyłem pierwszy słodki uśmiech na jego zarumienionej buzi.
- Teraz bądź grzeczny. Tatuś cię umyje – wziąłem gąbkę i zacząłem ostrożnie zmywać z niego maź. Niestety zupełnie mnie nie posłuchał, zaczął wić się na wszystkie strony i machać nóżkami. Po chwili byłem cały mokry, a ten mały drań kwiczał z uciechy. Rozebrałem się do bokserek, które bardzo szybko również zaczęły ociekać wodą i kontynuowałem swoje zajęcie. Avis nadrabiał właśnie cały dzień. Wprost tryskał energią. Bawił się w wodolot. Teraz nie tyko ręce i nogi poszły w ruch, pomagał sobie jeszcze skrzydłami. Chciałem go złapać, ale poślizgnąłem się na mydle i zrobiłem widowiskowy szpagat. Bokserki pękły mi na tyłku i pojawiła się na nich duża dziura przez którą widać było moje pośladki. Nie miałem jednak czasu teraz się tym zajmować. Mały wystartował jak odrzutowiec i przez otwarte drzwi łazienki rzucił się do ucieczki. Zabrałem ręcznik i pognałem się za nim. Rozpoczęła się szalona gonitwa po korytarzach zamku. Przez ostatnie dni nabrałem trochę wprawy w lataniu, ale daleko mi było do tego smyka. Pogwizdywał i wyczyniał w powietrzu niesamowite ewolucje. Zobaczyłem z daleka jak do holu wchodzi Avgar z Legolasem. Avis zatoczył nad nimi kółko, wydał z siebie bojowy bulgot  i nagle na głowę elfa poleciał cieniutki strumyczek moczu. Mężczyzna kwiknął i rzucił się do ucieczki, a maluch wydał tryumfalny pisk.
- To nasz synek? Niesamowite – roześmiał się demon i zwinnie złapał mokrego golaska. – Lui, dlaczego trzymasz się za pupę i jesteś tylko w majtkach? Coś cię boli?
- Eee, to może ja lepiej pójdę się ubrać – zarumieniłem się i starałem nie odwracać do niego tyłem. Podałem mu ręcznik, a on owinął nim malucha. Demon wziął ze stojącego nieopodal stolika książkę. Niespodziewanie rzucił nią we mnie, a ja głupi odruchowo ją złapałem puszczając bokserki. Na widok moich nagich pośladków demon zagwizdał przeciągle, a jego szkarłatne oczy zapłonęły.
- Kochanie, ten nowy strój bije wszystkie poprzednie na głowę – oblizał się lubieżnie i wyciągnął rękę, żeby mnie pomacać.
- Czego ty uczysz to niewinne dziecko! – warknąłem na niego i pobiegłem po schodach na piętro. Niestety Avgar był o wiele szybszy ode mnie, cały czas czułem jego oddech na karku i słyszałem cichy chichot. Najwyraźniej drań doskonale się bawił. Wpadłem do garderoby w swojej sypialni i zamknąłem się na klucz. Wciągnąłem na siebie pierwsze lepsze gatki, które mi wpadły w ręce i jakieś stare sprane jeansy. Jeszcze luźna koszulka i byłem gotowy. Jak tylko wszedłem do pokoju usłyszałem oburzony bulgot leżącego na łóżku Avisa. Demon pochylał się nad nim i usiłował ubrać go w śpioszki. To była naprawdę urocza scenka. Potężny mężczyzna pochylał się nad rozbrykanym dzieckiem, które gulgocząc wesoło ze wszystkich sił utrudniało mu zadanie. Demon uśmiechał się i widziałem na jego twarzy tyle ciepła, że oczy natychmiast mi zwilgotniały. Kiedy go poznałem był wyniosłym, chłodnym mężczyzną skłonnym do rozwiązywania wszystkich problemów w sposób siłowy. Wzbudzał wtedy we mnie strach i respekt. Teraz stał przede mną czuły ojciec patrzący z miłością na swojego maleńkiego synka. Ostrożnie manewrował kruchym ciałkiem, aby nie zrobić mu krzywdy. Podszedłem bliżej i przytuliłem się do jego szerokich pleców. Wspiąłem się na palce i pocałowałem swojego mężczyznę w kark.
- Bardzo cię kocham, nie potrafiłbym już bez ciebie żyć – wyszeptałem mu wprost do ucha. Odwrócił się i pocałował mnie delikatnie w usta.
- Też cię kocham skrzacie, ale czy możesz mi powiedzieć jak do cholery to się nakłada? – Podsunął mi pod nos pampersa. Wziąłem go od niego, spojrzałem na zmarszczony z irytacji nos i zacząłem chichotać na całego. Teoretycznie wiedziałem jak się to robi. Widziałem wielokrotnie na filmach. W praktyce niestety było to o wiele trudniejsze. Wiercący się Avis utrudniał zadanie i miał z tego niezłą zabawę. Zanim udało się nam wspólnymi siłami go ubrać obsikał nas przy tym dwukrotnie. Włożyłem łobuziaka do kołyski, natychmiast zaczął mruczeć coś do siebie po swojemu, a oczka zaczęły mu się kleić. Zacząłem głaskać go po jasnej główce. W ciągu kilku minut zasnął. Wyciągnąłem rękę do demona.
- Co powiesz na wspólny prysznic? Chyba nie zamierzasz położyć w tym stanie do łóżka? – pchnąłem go w stronę łazienki.
- Prysznic, phi –złapał mnie na ręce i w jednej chwili znaleźliśmy się w jaskini z ciepłym źródełkiem. Wylądowaliśmy w stawku w ubraniach. Wystarczyło jedno krótkie mruknięcie Avgara i już byliśmy nadzy. Pisnąłem zaskoczony i usiadłem na miękkim piaseczku, żeby zakryć wszystkie strategiczne miejsca. Było dość płytko, bulgocąca woda sięgała mi zaledwie do ramion. Mimo, że już od dawna byliśmy kochankami nadal odczuwałem zażenowanie swoją nagością w jego obecności. Podniosłem głowę do góry i przed samym swoim nosem zobaczyłem członka demona już w pełnej gotowości. Zarumieniłem się gwałtownie, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby go nie dotknąć. Pogładziłem delikatnie aksamitną skórkę i usłyszałem cichy jęk wydobywający się z ust mężczyzny.
- Lui, lepiej się tym nie baw, bo skończymy zanim zaczęliśmy – mruknął nieco ochryple i usiadł obok. Wziął mnie na kolana i posadził twarzą do siebie. Odruchowo owinąłem nogi dookoła jego talii. Pochylił się i wpił ustami w moje spragnione wargi. Całował zachłannie jakby chciał mnie pożreć. Poczułem jak jego dłonie zaciskają się na moich pośladkach. Jeden z jego palców zakradł się w pobliże mojej dziurki i zaczął ją umiejętnie masować, wyrywając z mojego gardła ciche westchnienia.
- Przestań się ze mną droczyć – warknąłem do niego i niecierpliwie pokręciłem biodrami.
- Powiedz głośno czego chcesz, bo inaczej nic z tego – uśmiechnął się i possał płatek mojego ucha.
- Nigdyy… – chciałem na niego krzyknąć, a wyszedł z tego przeciągły jęk. Ten drań uniósł mnie nieco do góry, a potem zaczął przygryzać i podszczypywać nabrzmiałe sutki. Wiłem się w jego ramionach drżąc na całym ciele. Tak bardzo pragnąłem spełnienia, a ten łajdak się ze mną drażnił doprowadzając mnie do szaleństwa. Kierowany przez instynkt i otumaniony pożądaniem sięgnąłem do tyłu, złapałem jego sączącego członka i nabiłem się na niego jednym ruchem. Ból jaki poczułem trochę mnie otrzeźwił. Wgryzłem się w szyję mężczyzny i znieruchomiałem.
- Głuptas – wyszeptał mi czule do ucha – po co się było tak śpieszyć. Nie zdążyłem cię nawet nawilżyć. Jutro będziesz kulał jak stary dziadek. – Poruszyłem się na próbę. Penis demona musiał otrzeć się o moją prostatę, bo ogarnęła mnie obezwładniająca przyjemność.
- Zacznij mnie w końcu pieprzyć, bo nie ręczę za siebie – zacisnąłem wewnętrzne mięśnie na jego gorącym członku. Sapnął i chwycił mnie za tyłek. Narzucił bardzo ostry rytm. Mocne, nieco brutalne pchnięcia wyrzuciły mnie w inny wymiar pełen głośnych, pełnych ekstazy okrzyków i różowej mgiełki okrywającej mój oszołomiony przyjemnymi doznaniami mózg. W końcu całe ciało spięło się, wygięło w łuk i obfity strumień spermy poleciał na brzuch mężczyzny. Avgar natychmiast poszedł w moje ślady, jęknął i gwałtownie wystrzelił w moje wnętrze. Potem przytulił mnie mocno i namiętnie pocałował.
- Mam coś dla ciebie – wyciągnął do mnie zaciśniętą pięść. Otworzył ją i zobaczyłem dwa proste, złote pierścienie pokryte starożytnymi elfickimi runami. Mniejszy wsunął mi na palec.
- Biorę sobie ciebie na towarzysza. Wszystko co mam - ciało, dusza i rzeczy materialne należą także do ciebie. Kocham cię skrzacie i teraz już na zawsze będziemy razem  – Zobaczyłem tyle miłości w jego szkarłatnych oczach, że bez wahania wziąłem od niego drugą obrączkę i włożyłem mu na rękę.
- Biorę sobie ciebie na towarzysza, a wszystko co mam już dawno sobie wziąłeś, więc nie ma po co strzępić sobie języka – zarzuciłem mu ręce na szyję, a on parsknął beztroskim śmiechem jakiego nigdy u niego nie słyszałem.
………………………………………………………………………………

Adam

Miałem nadzieję, że do weekendu ten głupi Tomek znajdzie sobie inny obiekt westchnień. W szkole był znany z niestałości w uczuciach. Co miesiąc miał innego chłopka. Niestety przeliczyłem się w swoich kalkulacjach. W piątek po lekcjach ten palant czekał na mnie w bramie z ogromnym plecakiem w ręce. Nie miałem wyjścia i musiałem zabrać drania ze sobą. Do Posoki zawiozła nas Sonia, która właśnie wracała z zakupami do domu. Tak jak się umówiliśmy z Nissimem wcisnąłem Tomkowi kit z programem ochrony świadków i zawiązałem mu oczy. Opaskę ściągnąłem mu dopiero jak byliśmy w zamku. Z opadniętą szczęką i wyrzeczonymi oczami rozglądał się dookoła.
- Ale chata, w życiu takiej nie widziałem! Mieszkasz jak jakiś średniowieczny wielmoża. Możemy pozwiedzać? – odezwał się entuzjastycznie.
- Może potem, teraz zaprowadzę cię do twojego pokoju. Za godzinę przyjdę po ciebie. Kolacja jest o dwudziestej – zaprowadziłem go na piętro i do wielkiej komnaty całej wypełnionej antykami. Lwią część pokoju zajmowało ogromne łoże z baldachimem. W kominku palił się ogień. Podłogę przykrywał piękny turecki dywan.
- Tam po lewej masz łazienkę do swojej dyspozycji. Zostawię cię samego – Zamyślony powlokłem się do swojego pokoju. Zastanawiałem się jakby tu pozbyć się intruza. Nie ma mowy żebym wytrzymał z nim przez trzy dni i patrzył jak klei się do mojego opiekuna. Wróciłem o umówionej porze i zdębiałem na widok Tomka. Tym razem naprawdę przeszedł samego siebie. Jego ubranie było tak obcisłe jak skóra węża. Znać było każdą wypukłość na jego zgrabnym ciele. Nie miałem pojęcia jak udało mu się w to wcisnąć. Wyeksponował wszystkie swoje atuty jak tania dziwka.
- Podoba ci się? – zapytał najwyraźniej zachwycony samym sobą. – Doszedłem do wniosku, że na posiłek w takim niezwykłym miejscu powinienem się jakoś elegancko ubrać.
- Czyli to jest twój wizytowy strój? – omal nie udławiłem się śliną. –Lepiej już chodźmy. – Po drodze zastanawiałem się jakim cudem taki idiota został kapitanem drużyny koszykówki. Postanowiłem uzbroić się w świętą cierpliwość i jakoś przetrwać ten dzień. Niestety jak tylko usiedliśmy przy stole Tomek zaczął roztaczać swoje wdzięki. Zachowywał się zupełnie jak głuszce podczas godów. Stroszył piórka, szczebiotał jak pensjonarka, wyginał i wypinał przybierając coraz wdzięczniejsze według niego pozy. Jednym słowem robił co mógł, żeby zwrócić na siebie uwagę Nissima. Demon przyglądał się temu przedstawieniu z rozbawionym uśmieszkiem od czasu do czasu rzucając jakąś uwagę, która powodowała ze ten błazen mizdrzył się jeszcze bardziej. Jadłem powoli, a każdy kęs stawał mi w gardle. Starałem się nie patrzyć w ich stronę, ale i tak wszystko się we mnie gotowało. Tomek sprytnie  przesuwał swoje krzesło i w ten sposób po kwadransie znalazł się obok mojego opiekuna. Teraz mógł go molestować także czynnie. Dotykał go niby przypadkiem przy każdym ruchu, a ten drań mrużył tylko oczy i wyglądał jakby mu się to bardzo podobało. Kiedy jednak kapitan położył rękę na jego udzie w wymownym geście nie wytrzymałem i rzuciłem widelec na talerz. Mój gniew gdzieś się ulotnił i zrobiło mi się strasznie przykro. Poczułem jakiś ucisk w piersiach, a do oczu zaczęły się cisnąć łzy. – O nie, nie pozwolę się upokorzyć! Muszę stąd szybko wyjść, zanim się rozryczę! – wstałem i odsunąłem gwałtownie krzesło.
- Co się stało muszko? – zapytał Nissim.
- Chyba jestem tutaj zbędny! – warknąłem niegrzecznie. – Jak chcecie się poseksić to nie będę wam przeszkadzał! Trzeba było mnie uprzedzić, to zjadłbym kolację u siebie – wybiegłem z jadalni.
- Adam zaczekaj!- Z daleka dobiegł mnie głos demona i pobudził do jeszcze szybszego poruszania się. Zamknąłem się w sypialni i z głośnym szlochem rzuciłem na łóżko. Właśnie do mnie dotarło, że dla Nissima jestem tylko smarkaczem, którym opiekuje się z obowiązku. Taki przystojny, inteligentny i w dodatku bogaty mężczyzna bez trudu znajdzie sobie kochanka, albo lepiej dwóch. Co mógłby robić z takim głupim niedoświadczonym dzieciakiem jak ja? Będę musiał znosić w domu jego kolejne zdobycze, aż pęknie mi serce. Wstałem, wyciągnąłem z szafy plecak i zacząłem się pakować trzęsącymi rękami. Najwyższy czas stąd odejść i nie być dla nikogo zawadą. Nagle poczułem jak czyjeś ciepłe ramiona mnie obejmują. Szarpnąłem się do przodu chcąc się uwolnić.
- Co robisz skarbie? – Nissim łagodnie wyciągnął mi z ręki ubrania. Usiadł na łóżku i pociągnął mnie na swoje kolana. – Dlaczego płaczesz?
- Wcale nie, coś mi wpadło do oka – szedłem w zaparte pociągając nosem.
- Maleńki jak długo jeszcze będziesz uciekał przed problemami, kiedy wreszcie mi zaufasz – uspokajająco głaskał moje plecy. – Jestem tutaj dla ciebie, a ty udajesz, że mnie nie dostrzegasz.
- Bzdura – najeżyłem się ponownie – dzisiaj akurat to jesteś tu dla Tomka. Lepiej wróć na dół, bo bzykanko jeszcze ci ucieknie! Nie będę ci już zawadzać, przeprowadzam się do Soni, a jak mnie nie zechce to wrócę do rodziców!
- O czym ty mówisz, naprawdę zamieszkałbyś znowu z ojcem? Przecież ty go nienawidzisz! – Ujął w dłonie moją twarz i odwrócił ją do siebie tak, że teraz patrzył prosto w moje oczy. – Kochanie….
- Nie słodź mi tutaj! Twoje kochanie jest w jadalni! – przerwałem mu i zacząłem się wyrywać, bo poczułem, że znowu zaraz się rozpłaczę.
- Adaś, to niemożliwe żebyś nie wiedział jak bardzo mi na tobie zależy – czule pogładził mój policzek.
- Udowodnij to!
- Jak, przecież do ciebie nic nie dociera. Wymyślasz coraz bardziej niemądre teorie zamiast ze mną szczerze porozmawiać – zdziwił się demon.
- Prześpij się ze mną – wyrwało się niespodziewanie z moich ust – chcę, abyś był moim pierwszym kochankiem – zarumieniłem się po same uszy jak dotarło do mnie to, co właśnie wykrzyczałem mu w twarz.
- Jesteś pewny, że tego właśnie chcesz – spojrzał mi głęboko w oczy. Coś musiał z nich wyczytać, bo westchnął głęboko i delikatnie mnie pocałował. – Dobrze słońce, zrobię co zechcesz – wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył mnie na swoim ogromnym łóżku, a sam ulokował się obok. Zaczął wodzić palcami po mojej klatce piersiowej, a guziczki koszuli jakimś cudem same się odpinały.
- Nissim – wyjąkałem niepewnie.
- Rozmyśliłeś się? – uśmiechnął się do mnie tym swoim oszałamiającym uśmiechem.
- Eee… wiesz…- stękałem cały czerwony na twarzy. – Tylko bez robienia Jajek proszę, wolałbym najpierw skończyć szkołę . Poza tym w mojej rodzinie często występują bliźniaczki, wiec sam rozumiesz…- Nissim pochylił się i wpił w moje usta skutecznie mnie uciszając.
- Strasznie z ciebie wymagająca mała muszka. Nie wystarczy, że cię kocham, muszę jeszcze spełniać wszystkie twoje zachcianki – westchną ciężko dając mi do zrozumienia jak trudne zadanie przed nim postawiłem. Jednym słowem kpił sobie ze mnie w żywe oczy, ale mnie to zupełnie nie obchodziło. Do mojego serca dotarło tylko to jedno najważniejsze słowo. Poderwałem się z pościeli i usiadłem zdumionemu mężczyźnie na biodrach.
- Rozbieraj się demonie – szarpnąłem za pasek jego spodni – skoro jesteś mój, to musisz spełniać bez szemrania wszystkie moje rozkazy. - Położyłem się na nim i mocno objąłem go za szyję. Skorzystałem z tego, że otworzył usta chcąc o coś zapytać. Wdarłem się do środka szturmem, a zaskoczony Nissim tylko zamrugał długimi rzęsami i poddał się bez walki. Ta jędza Kaśka czegoś mnie jednak nauczyła. Wredna z niej była dziewucha, ale całowała naprawdę po mistrzowsku.

KONIEC
……………………………………………
Betowała i robiła za Wena Niebieska

Dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy wytrwali ze mną do tego momentu. To było  moje najdłuższe opowiadanie. Fabuła trochę poszła w las, ale trudno. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak ja podczas pisania tej historii. Jest już prolog współczesnego, polskiego fantasy ,,Narzeczona dla czarta" tym razem coś o naszych rodzimych diabłach. Zawsze jak kończę jakieś opko, to robi mi się strasznie smutno. Będę tęsknić za mieszkańcami Posoki.

Chciałam Pozdrowić Mefisto, ale nie wiem dlaczego nie mogę wejść na tego bloga. 8.08.2020

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 13


Dobrzy ludzie poratujcie autorkę i wymyślcie jakieś imię dla dziecka Luisa i Avgara. Nie wypada, aby do końca życia nazywano go Jajem.

Luis

Następnego dnia obudziłem się w łóżku i nie miałem pojęcia jak się w nim znalazłem. Musiałem chyba zasnąć w tej wannie. Coś popiskiwało w okolicach sufitu i nie dawało mi wrócić w ramiona Morfeusza. Otworzyłem oczy, aby zlokalizować źródło dźwięku. Jajo szybowało wokół lampy i jak tylko zorientowało się, że już nie śpię zanurkowało w moim kierunku. W sekundę później miałem je w swoich objęciach, ćwierkające radośnie, jakby chciało opowiedzieć mi jakąś historię. Przytulałem je i głaskałem, a ono zabawnie bulgotało po swojemu.
- Luis – Avgar otwarł drzwi z rozmachem – ty jeszcze w łóżku? Wstawaj natychmiast, mamy dla ciebie z Sonią niespodziankę. Przyjdź jak najszybciej do biblioteki i zabierz ze sobą malucha, bo jeszcze coś spsoci jak zostanie sam.


Radosna twórczość własna – maluszek, czyli Jajo.

Muszę przyznać, że zaciekawił mnie tym oświadczeniem. W ekspresowym tempie narzuciłem na siebie ciuchy i mocno trzymając w objęciach synka zszedłem na dół. Łobuziak pofukiwał na mnie obrażony, że nie pozwalam mu latać, więc jak tylko wszedłem do sali, która była największym pomieszczeniem w zamku, wypuściłem go na wolność. W ogromnej jaskini zgromadzono tysiące, a może nawet miliony książek. Jajo szalało z radości, pierwszy raz mając do dyspozycji taką przestrzeń. Zrobiło sobie slalom między regałami, a mnie o mało serce nie wyskoczyło gardłem. Wystraszony patrzyłem na dzikie ewolucje jakie wyczyniało w powietrzu.
- Lui, nie panikuj, nic mu nie będzie – odezwał się z uśmiechem demon, który razem z Sonią siedział w niewielkiej wnęce.
- Mamy dla ciebie prezent – ciotka trzymała w dłoniach maleńką, kryształową buteleczkę z jakimś wywarem. – Efekty będą trwałe, więc dobrze się zastanów. Wyrosną ci skrzydła identycznie jak te u malucha. Będziesz mógł je chować i wyjmować w miarę potrzeby. Myślę, że bardzo ci się przydadzą. - Patrzyłem na nią, nie bardzo wiedząc co mam zrobić. Z jednej strony bardzo chciałem tej przemiany zdając sobie sprawę, że pomoże mi w opiece nad synkiem, z drugiej bałem się czy nie będę miał znowu jakiś dziwnych skutków ubocznych. Po kilku minutach podjąłem decyzję. Odetchnąłem głęboko, wziąłem z rąk Soni flaszeczkę i jednym łykiem wypiłem to świństwo. Miało naprawdę obrzydliwy smak bagiennej wody.
- Ściągnij koszulkę, zaraz się zacznie – odezwał się Avgar.
- Swędzą mnie plecy i jakby coś dużego rozpychało się pod skórą – zacząłem się drapać i mężczyzna złapał mnie za rękę. Nagle poczułem jak coś przeciska się na zewnątrz i usłyszałem cichy szelest. Natychmiast podbiegłem do lustra. Obróciłem się bokiem i znieruchomiałem. – Naprawdę je mam, są śliczne – pisnąłem entuzjastycznie. Oglądałem się ze wszystkich stron i próbowałem rozłożyć duże, nietoperze skrzydła.
- Ostrożnie – Avgar położył mi rękę na plecach i pokierował moimi ruchami. W końcu udało się i rozpostarłem je na całą długość. Były wspaniałe, poruszyłem nimi delikatnie, a płowa sierść, która je pokrywała zafalowała i zalśniła w świetle lamp.
- Piękne, jeszcze tylko musisz nauczyć się nimi posługiwać – uśmiechnął się mężczyzna. Z daleka dobiegł mnie pytający pisk i już po chwili Jajo było przy mnie. Zataczało kółeczka nad moją głową, jakby oglądając nowy nabytek. Potem poszybowało w górę i wróciło z powrotem.
- Chyba zachęca cię do zabawy – roześmiała się Sonia.
- Też mi zabawa, jak spadnę to w najlepszym wypadku potłukę sobie tyłek – odezwałem się niepewnie. – Nie mam najmniejszej ochoty się połamać.
- Lui skarbie, gdzie się podziała twoja skłonność do przygód? – zapytał demon zerkając na mnie trochę złośliwie. – Przyznaj się, że się boisz.
- Oboje jesteście niemożliwi – warknąłem do mojej niepoprawnej rodzinki i zacząłem coraz mocniej machać skrzydłami. Niespodziewanie dla siebie wzbiłem się w górę. Zacząłem powoli, bardzo nieporadnie posuwać się do przodu. Nagle z naprzeciwka nadleciało Jajo, pisnęło ostrzegawczo, a ja spanikowałem, straciłem równowagę i runąłem w dół jak kamień prosto w ramiona zaśmiewającego się do łez demona.
- Czego rżysz bałwanie – fuknąłem na niego jak tylko stanąłem na własnych, nieco drżących nogach. Zacząłem szukać koszulki, która nie wiadomo gdzie się zapodziała.
- Jakie seksowne skrzydełka! – rozległ się od drzwi głos zachwyconego Artura, który w trzech susach znalazł się obok. Od razu wyciągnął rękę, aby mnie obmacać. Nie zdążył jednak wykonać swojego zamiaru, bo Avgar chwyciło go za łokieć i wykręcił mu ramię do tyłu.
- Nie tak brutalnie – jęknął Futrzarski. – Chciałem tylko popatrzeć.
- Mocniej, możesz go jeszcze ode mnie kopnąć w tyłek – podjudzał Sam obserwując z daleka całą akcję. Za nim do biblioteki wsunął się mały Zolli.
- O, wujek zostanie nietoperzem! – otworzył szeroko oczka ze zdumienia. Nagle spod sufitu rozległ się przeciągły gwizd od którego niemal stanęły nam włosy na głowach. Jajo zawisło nad nami po czym z radosnym pomrukiem rzuciło się w ramiona zaskoczonego chłopczyka, łasząc się do niego jak kot.
- Miłość od pierwszego wejrzenia? – zachichotała Sonia.
- Nie chcę go w rodzinie – stwierdził Artur wskazując oczami na demona.
- A kto cię pyta co ty chcesz, skoro mojemu synkowi podoba się Zolli to go dostanie. Po takich tatusiach zebrał najlepszą pulę genów, biedak się nie wywinie, nie ma szans – wypiął dumnie pierś Avgar. Na te słowa Jajo zaczęło ćwierkać słodko wydając miłe dla ucha dźwięki.
- A to drań, nawet do mnie się tak nie przymila – zazdrość zaczęła mnie chwytać za kark. Wyciągnąłem rękę, chcąc wyjąć synka z ramion małego Ostrowskiego, a ten zdrajca warknął na mnie i jeszcze mocniej się w niego wtulił.
- Nie mogę, zapobiegliwy malec. Jeszcze się nie wykluł, a już sobie chłopaka znalazł – Ciotka zamiast pomóc skręcała się z uciechy.
……………………………………………………………………………

Adam

Pobiegłem po śniadaniu do zamku Nissima ponieważ dzisiaj to on miał mnie odwieźć do szkoły. Demon jednak gdzieś zniknął i nie mogłem go nigdzie odnaleźć. W końcu trafiłem do galerii portretowej. Siedział przed znanym mi dobrze portretem cholernego, byłego kochanka. – Jak można coś nadal czuć do truposza? Czy on naprawdę myśli, że ten krzywonosy wieśniak mu kiedyś odpowie? – warczałem w myślach, widząc jego smutną twarz. W głębi duszy jednak poczułem się winny. Ostatnio unikałem go jak zarazy i nie pozwalałem podejść bliżej niż na metr do siebie. W sumie oprócz mnie i kilku osób z kręgu Soni nie miał nikogo na świecie. Musiał być samotny. Ja chodziłem do szkoły, a on zostawał zupełnie sam w ogromnym zamku. Zrobiło mi się go żal.
- Nissim – przerwałem jego zadumę – musimy już jechać.
- Ach, to ty – prześlizgnął się po mnie obojętnym wzrokiem – chodźmy. -Niespodziewanie poczułem w piersiach ukłucie. Zabolało naprawdę mocno. Demon ostatnio przyzwyczaił mnie do swoich zalotów. Zazwyczaj cały czas trzymał się blisko i nie mogłem się od niego opędzić. Ta nieustanna adoracja z jednej strony strasznie mnie denerwowała, ale z drugiej sprawiała niesamowitą przyjemność. Prawie przez cały czas miałem w brzuchu motyle. Wstydziłem się jednak swoich reakcji, zakodowane przez rodziców przesądy tkwiły we mnie nadal bardzo głęboko. Do tego dołożyły się jeszcze przeżycia z dnia porodu Luisa. Dzieci owszem podobały mi się, ale nie chciałbym jeszcze zostać tatusiem. Byłem rozdarty pomiędzy dwoma zwalczającymi się nawzajem uczuciami. Nissim ogromnie mnie pociągał, moja dusza lgnęła do niego jak ćma do światła, a ciało drżało pod najlżejszym dotykiem. Tymczasem w głowie zagnieździł się jakiś potworek złożony ze strachu, wstydu i jakiś niejasnych zasad, które właściwie nie należały do mnie.
Przez całą drogę do szkoły milczeliśmy. Ciężka atmosfera ciążyła mi tak bardzo, że w końcu włączyłem radio. Przed bramą pożegnałem się z nim skinieniem głowy. Trafiłem wprost na grupkę znajomych, którzy z ogromnym zainteresowaniem przyglądali się zarówno samochodowi jak i demonowi.
- Hej Adam – rzuciła jedna z dziewcząt - ten facet to twój krewny? Przedstawiłbyś nas, straszne z niego ciacho. Szkoda, żeby się marnował – W duchu zazgrzytałem zębami. – Niedoczekanie twoje babiszonie jeden! Trzymaj te wymalowane szpony przy sobie!
- No coś ty, on jest gejem, nie macie u niego szans – zagruchałem słodziuteńko. Laskom od razu zrzedły miny, a mnie poprawił się humor.
- Ma kogoś? – zapytał nagle Tomek, jeden z miejscowych przystojniaków. Tego się nie spodziewałem. W tej konserwatywnej, katolickiej szkole ktoś bez skrępowania przyznawał się do odmiennej orientacji? - Cholera jasna! - W dodatku był to szalenie przystojny kapitan drużyny koszykówki i jak tu się nie zdenerwować. Facet nie tylko był zbudowany jak model, ale też inteligentny i oczytany. Nie żaden bezmózgi mięśniak. Na pewno spodobałby się Nissimowi.
- On ma wysokie standardy, wątpię czy się w nich zmieścisz – obrzuciłem go pogardliwym spojrzeniem i ruszyłem do drzwi. Wcale nie byłem tego taki pewny, ale wystarczy, że on w to uwierzy. Zamyślił się na chwilę, wyraźnie było widać, że ma ochotę jeszcze się czegoś dowiedzieć. Na szczęście właśnie zabrzmiał dzwonek i wyratował mnie przed następnymi, krępującymi pytaniami.

Nie doceniłem jednak drania. Na ostatniej lekcji miałem basen i trochę zamarudziłem w szatni, a kiedy wyszedłem, zobaczyłem jak w bramie szkoły Tomek wdzięczy się do Nissima. Giął się jak drzewo na wietrze i wypinał tyłek tak mocno, że o mało nie pękły mu spodnie. – Pieprzony podrywacz! – poczułem jak krew gwałtownie napływa mi do czaszki. Miałem wrażenie, że mózg mi się zaraz zagotuje, a uszami pójdzie piekielny dym.
- Oh, Adam. Nissim zaprosił mnie na weekend do swojego domu. Właśnie opowiadałem mu jak bardzo się lubimy. Będziemy mogli się bliżej poznać i zaprzyjaźnić – zaćwierkał do mnie Tomek i uszczypnął mnie ukradkiem w ramię.
- To miło z jego strony – wybąkałem przez zaciśnięte zęby. – A to cwaniak, piętnaście minut mnie nie było, a on już się do niego dobrał! Już ja ci urządzę weekend twojego życia matole jeden! – warczałem w myślach. Wsiadłem do samochodu nawet nie patrząc na demona. Nie chciałem, aby zauważył, że zazdrość aż mnie skręca. Nie miałem zamiaru się oszukiwać pod tym względem. Wściekłość rozpalała mnie od środka, a ja nie pozwalałem jej wydostać się na zewnątrz. Całą drogę do domu mruczałem pod nosem paskudne przekleństwa życząc Tomkowi wszystkiego najgorszego. Kiedy jednak w holu zaczęliśmy się rozbierać z kurtek nie wytrzymałem i wypaliłem.
- Jak ty sobie to wyobrażasz?! – wrzasnąłem na niego, biorąc się pod boki.
- Co takiego? – uśmiechnął się do mnie z miną skrzywdzonej niewinności i zamrugał długimi rzęsami.
- Nie załamuj mnie, a zamek na latającej wyspie, napowietrzna winda, ogniki? Chyba nie uważasz, że tak wygląda przeciętny polski dom?! – zrobiłem się cały czerwony ze złości.
- Dramatyzujesz – bezczelnie poczochrał mnie po głowie – powiemy, że jestem objęty programem ochrony świadków i zawiążemy mu oczy. Zresztą ludzie prawie wszystko potrafią sobie naukowo wytłumaczyć.
- Po coś ty go zaprosił do jasnej choinki?! Nie macaj mnie tą łapą, zburzysz mi fryzurę.
- Był strasznie milutki i tak ładnie prosił, że nie potrafiłem mu odmówić.
- Milutki to może być kot, a ten  palant zwyczajnie leci na twoją furę! – krzyknąłem nie panując już nad sobą.
- Adasiu – Nissim podszedł do mnie – uwierz mi, żeby uwieść faceta, który mi się podoba nie potrzebuję samochodu. Swoją drogą to słodkie, że się tak o mnie troszczysz. Do twarzy ci z zazdrością mała muszko – roześmiał się i cmoknął mnie delikatnie w usta. Odwrócił się i pogwizdując wesoło zaczął wchodzić po schodach na górę najwyraźniej szampańskim humorze.
- Wracaj tu natychmiast ty cholerny demonie! Jeszcze z tobą nie skończyłem! – darłem się na cały zamek.
...................................................................................
Betowała Niebieska

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 12


Adam

Stanąłem w skalnej wnęce ukryty przed ciekawskimi oczami Nissima. Miałem ogromną ochotę na kąpiel w tym pięknym źródle, ale jednocześnie byłem tak zawstydzony, że trzęsły mi się ręce kiedy odpinałem guziki koszuli. Obraz idealnie zbudowanego ciała demona tkwił w mojej głowie i powodował w dole brzucha jakieś dziwne, nieznane uczucie, jakby trzepotanie skrzydeł tysięcy motyli. Nadal się wahałem i byłem gotowy uciec na jakikolwiek gwałtowniejszy ruch z jego strony. Mężczyzna chyba to wyczuł, bo leżał zupełnie rozluźniony w parującej wodzie z błogim uśmiechem na twarzy, nie skomentował mojego zachowania ani jednym słowem, co u niego było rzadkością. Nagle w ciszy jaskini, gdzie słychać było tylko szum płynącego strumienia, rozległ się ostry dźwięk komórki. Odebrałem szybko, mając jakieś złe przeczucia.
- Przyjeżdżajcie natychmiast, maluch pcha się na świat! – usłyszałem ogromnie podniecony głos Anki. Zacząłem szybko się ubierać z powrotem.
- Koniec leniuchowania, musimy iść do zamku! Luis chyba zaczął rodzić! – Krzyknąłem w kierunku Nissima.
- No to ten stary łajdak Avgar naje się strachu – Mężczyzna wyskoczył z wody i machnięciem ręki odział nas obu. – Chodź tutaj, przeniosę nas od razu do ich domu. – Chwycił mnie za rękę i w ciągu ułamka sekundy przeniósł przed wrota, które po wypowiedzeniu hasła natychmiast się otworzyły. W niewielkim saloniku, obok sypialni w której leżał Luis, zebrała się cała gromadka niesamowicie zdenerwowanych przyjaciół. Anka z Iloną siedziały na kanapie i trzymały się za ręce tak mocno, że niemal było słychać trzask przeskakujących w stawach palców. Samel z Adamem, którzy właśnie wrócili z zagranicznych wojaży, byli dosłownie zieloni na twarzach. Nikt się nie odzywał, panowała iście grobowa atmosfera.
- Co to za miny, przecież on rodzi, a nie umiera! Powinniście się cieszyć, że będziecie mieć w końcu dzieciaka w rodzinie – odezwał się z niesmakiem Nissim i usiadł oczywiście na najwygodniejszym fotelu jaki był w pokoju.
- Zaraz ci opadnie ten zadarty nochal – warknął do niego z przekąsem Artur. – Byłeś kiedy przy porodzie bałwanie? Nie? A ja byłem przy narodzinach wszystkich szczeniaków ze swojego stada, jako przywódca muszę być przy tym obecny, więc zamknij tą durną jadaczkę.
- Co to ma do rzeczy. Napnie się, stęknie i wyskoczy maluch, co w tym trudnego? Zwykła fizjologia – wzruszył ramionami demon.
- Fizjologia powiadasz? – odezwał się milczący do tej pory Samuel. – W tym przypadku nie możemy być pewni niczego, więc twoje filozoficzne podejście jest dla mnie dość dziwne.
- Aaa….!! – usłyszeliśmy przeraźliwy, pełen bólu okrzyk Luisa, od którego stanęły mi włosy na głowie. Przerażony wdrapałem się demonowi na kolana i złapałem go mocno za szyję. – Ooo…! - wycie mojego przyjaciela spowodowało, że omal nie spadłem na ziemię z wrażenia.
- Nadal uważasz, że to takie proste? – zapytał złośliwie Nissima Futrzarski.
- Oo kkurwwa! – udało się wyjąkać demonowi zdrewniałymi ustami.
- Tak myślałem – uśmiechnął się do niego Artur – pomyśl, że ty kiedyś też będziesz w takiej sytuacji - dodał z satysfakcją. W tym momencie w mojej głowie coś zaświtało. Na dobrą sprawę to ja mogłem być na miejscu Luisa. Domyślałem się, że mężczyzna jest mną zainteresowany i gdybym pozwolił mu na zbliżenie, to ja bym teraz tak wrzeszczał z bólu.
- Sam – zwróciłem się do Ostrowskiego – czy ja też mógłbym zajść w ciążę?
- Oczywiście i to na 100%. Luis ma zbieraninę genów i u niego to była loteria, ale ty jesteś czystej krwi. Możesz więc się mieszać ze wszystkimi stworzeniami obdarzonymi mocą, więc lepiej uważaj co robisz – posłał mi przewrotny uśmieszek, wskazując oczami na demona.
- Co takiego?! – pisnąłem i zerwałem się z kolan Nissima jak oparzony.
- Nie przesadzaj – zarechotała Anka – od samego przytulania dzieci raczej nie będzie.
- Nie wymądrzaj się, Sonia ci brzdąca nie zrobi! – prychnąłem do niej wkurzony.
- Zazdrościsz, że możemy bzykać się bez zahamowań? – wyszczerzyła się do mnie bezczelnie.
- Adam, uspokój się i usiądź spokojnie – Nissim chwycił mnie za rękę.
- Ty się ode mnie trzymaj jak najdalej. Od dzisiaj masz nie podchodzić bliżej jak na metr, bo jeszcze nie daj boże co żywotniejszy plemnik na mnie przeskoczy - warknąłem i odskoczyłem od niego na bezpieczną odległość.
- Oooch…-  usłyszeliśmy przeciągły jęk Luisa, a potem rozległy się radosne piski Soni.
- Jest, jest! Mamy pierwszego maluszka w rodzinie! – wesoło pokrzykiwała zachwycona najwyraźniej dziewczyna. – Łup! - rozległ się po chwili jakiś głuchy odgłos. Wszyscy jak na komendę się zerwali i biegiem udali pod drzwi sypialni. Sonia musiała nas usłyszeć, bo uchyliła drzwi i pokazała leżące na ziemi nieruchomo ciało Avgara. Jego twarz wyglądała jakby zupełnie pozbawiono go krwi.
- Co mu jest? – zapytałem przestraszony.
- Nic mu nie będzie, nadmiar emocji go powalił – mrugnęła do mnie dziewczyna.
..........................................................................................

Luis


Od trzech dni leżałem sobie w sypialni Avgara jak król i przyjmowałem hołdy. Obok mnie, w pięknej dębowej kołysce wyłożonej czerwonym aksamitem, ze specjalnym wgłębieniem pośrodku, spoczywało jajo. Wszyscy, mam tu na myśli dziewczyny oraz Sama z Arturem i Nissima z Adasiem, nas podziwiali i bili pokłony, znosząc najprzeróżniejsze prezenty. Popołudniami popijaliśmy kawkę, jedliśmy ciasteczka, a usługiwali nam dwaj moi niewolnicy. Sonia z Avgarem zwijali się jak w ukropie obsługując gości, spełniając wszystkie moje zachcianki i opiekując się synkiem. Wieczorem padali na twarz, ani razu jednak nie próbowali protestować. Wyrzuty sumienia mieli wyraźnie wypisane na twarzach, a ja nie miałem zamiaru im pobłażać. Za to co zrobili powinni siedzieć w lochach i przez dziesięć lat piastować sześcioraczki.
Prawdę mówiąc po porodzie byłem tak wykończony, że ledwie docierałem do łazienki o własnych siłach. Jadłem, spałem i załatwiałem tylko podstawowe potrzeby. Na nic więcej nie miałem energii. Ania z Iloną dotrzymywały mi po szkole towarzystwa. Próbowaliśmy wymyślić imię dla maleństwa, ale jakoś nic inteligentnego nie przychodziło nam do głowy. Dopiero na czwarty dzień poczułem się nieco lepiej. Postanowiłem się wykąpać i zabrać za czytanie książek na temat małych demonów dostarczonych mi przez ciotkę. Jajo od rana było jakieś niespokojne. Dochodziło z niego ciche popiskiwanie. W łazience siedziałem chyba ze dwie godziny, a kiedy wróciłem wypachniony i odświeżony czekała mnie mega niespodzianka. Podszedłem do kołyski by pogłaskać maluszka i jakie było moje przerażenie, kiedy odkryłem, że jajo zniknęło. Zrobiło mi się słabo z nerwów. Usiadłem na łóżku i usiłowałem zebrać rozbiegane myśli. Do zamku przecież nikt obcy nie mógł wejść. Drzwi od sypialni były zamknięte.
- Gdzie u licha się podziałeś?! No mały draniu, dokąd cię poniosło? – gadałem sam do siebie rozglądając się gorączkowo dookoła. Wstałem i zacząłem systematycznie przeszukiwać pokój.
- Skarbie bądź grzeczny i pokaż się tatusiowi – gruchałem słodziuteńko. Nagle za zasłoną coś zaczęło się szamotać. Odsunąłem grubą materię i zobaczyłem unoszące się w powietrzu jajo, z jego boków wyrastały spore nietoperze skrzydełka, pokryte płową sierścią. Poruszały się szybko i niezbyt składnie. Widać było, że maluch nie opanował jeszcze zbyt dobrze sztuki latania. Pisnął radośnie na mój widok i nagle rzucił mi się w ramiona. Na szczęście w porę udało mi się go złapać.  Przytuliłem go delikatnie i odetchnąłem z ulgą. Czułem jak energicznie porusza się w środku. Złożył skrzydełka. Dotknąłem ich z ciekawością, były takie aksamitne i kruche. 
- Nigdy więcej nie strasz tak tatusia – pogroziłem mu palcem. Usiadłem z nim na fotelu i zacząłem mu śpiewać zapamiętaną z telewizji kołysankę. Jajo zaczęło pomrukiwać coraz ciszej, aż zupełnie ucichło. – Chyba zasnął? – Przymknąłem oczy i nawet nie wiem kiedy się zdrzemnąłem. Obudził mnie odgłos otwieranych drzwi.
– Zamykaj szybko! – krzyknąłem zbyt głośno. Przestraszone jajo rozłożyło skrzydełka i z szybkością błyskawicy pomknęło na korytarz. - Ty idioto, zawołaj Avgara! – krzyknąłem do oniemiałego Legolasa i na złamanie karku pobiegłem za uciekającym synkiem. Na szczęście to był dopiero pierwszy dzień jego latania. Trzeba przyznać, że szło mu jednak całkiem zgrabnie. Wydając wysokie dźwięki zwinnie omijał przeszkody na swojej drodze, czyżby posługiwał się echolokacją jak nietoperze? Niestety ten durny elf zostawił otwarte drzwi do szklarni. Avgar hodował w niej wiele naprawdę niebezpiecznych roślin i nie pozwalał tam nikomu wchodzić. Tymczasem niepoprawne jajo zainteresował właśnie ten pokój. Wleciało między grządki ze śpiewającym groszkiem i wyraźnie zmierzało w kierunku ogromnych, mięsożernych kaktusów. Przerażony przyspieszyłem i rzuciłem się na synka, łapiąc go dosłownie w ostatniej chwili. Przepadłem jednak przez jakąś bruzdę i zaryłem nosem w ziemi przyciskając mocno do piersi maluszka, aby ochronić go przed uderzeniem. Przytulił się do mnie wyraźnie przestraszony. Zacząłem gładzić miękką skórkę, a łzy same płynęły mi po twarzy. Dopiero cztery dni byłem ojcem i już dałem plamę. Mój synek o mało przeze mnie nie zginął, bo nie umiałem o niego zadbać. Siedziałem na rozmiękłej ziemi i wycierałem policzki ubłoconymi rękami, rozsmarowując czarne smugi jeszcze bardziej. Poczułem jak ktoś unosi mnie w ramionach.
- Chodźcie moje brudaski, trzeba was doprowadzić do porządku – powiedział łagodnie Avgar. Zaniósł mnie do łazienki i posadził na klozecie. – Nie płacz już, wszystko w porządku – delikatnie wziął ode mnie całe upaprane ziemią jajo. – Najpierw wyczyszczę tego łobuziaka. – Napuścił ciepłej wody do umywalki i zaczął ostrożnie myć wyrywającego się synka, który oburzony trzepotał skrzydełkami. Z jaja wydobywało się głośne powarkiwanie. Demon nic sobie z tego nie robił, osuszył malucha zawinął w suchy ręcznik i zaniósł do kołyski. Tymczasem ja nadal siedziałem blady jak płótno, trzęsąc się z nerwów tak, aż dzwoniły mi zęby. Mężczyzna po chwili wrócił, nalał jakiegoś słodko pachnącego olejku do ogromnej wanny i zatkał odpływ. Odkręcił kran i uśmiechnął się do mnie uspokajająco. Jednym ruchem pozbawił nas obu ubrań. Wziął mnie w ramiona, włożył do parującej wody i włączył hydromasaż. Usiadł pierwszy układając mnie miedzy swoimi muskularnymi udami. Oparłem się plecami o jego klatkę piersiową i zamknąłem oczy.
- Przestań się zamartwiać, mały już śpi. Nie możesz tak się przejmować, każdym głupstwem jakie wymyśli ten szkrab. Demonie dzieci są bardzo samodzielne i nie tak łatwo je skrzywdzić, sam się przekonasz – pocałował mnie czule w kark. - Z was dwóch, to ciebie w tej szklarni groziło większe niebezpieczeństwo. Policzę się potem z tym durnym elfem. Nie będzie już miał prawa wstępu do tego domu, chyba, że w mojej obecności.
- Jestem beznadziejnym ojcem – chlipnąłem cichutko. – Nie umiem zapanować nawet nad czterodniowym brzdącem. Co będzie jak nauczy się dobrze latać? Wtedy już go nie dogonię! – rozbeczałem się od nowa.
- Nie bój się coś wymyślę, w sumie taka para seksownych skrzydełek, to by ci się faktycznie przydała – połaskotał mnie po brzuchu, a mnie zrobiło się gorąco. – Co powiesz na długi, relaksujący masaż? – przywarł do mnie całym swoim ciałem.
- Mowy nie ma – szarpnąłem się do przodu – jedno wędrujące jajko zupełnie mi wystarczy! Poza tym nadal się na ciebie gniewam!
- Miałem na myśli małe mizianko – mruknął mi do ucha – nie musisz nic robić, ja sobie pogadam z Wacusiem, a ty odpoczywaj – zacisnął dłoń na moim członku. Dobrze wiedział, że ten zdrajca go uwielbia. Wystarczyła delikatna pieszczota samymi czubkami palców, a zaczął rosnąć jak szalony i podnosić główkę. Drżałem w jego ramionach pożądając jego bliskości, każdy najlżejszy dotyk odbijał się zwielokrotnionym echem w moim spragnionym ciele.
- Mhm… - jęknąłem z przyjemności i zarumieniłem się po same uszy. Niestety nie potrafiłem temu mężczyźnie niczego odmówić.
- Spokojnie Lui, poddaj się, tylko ja, ty i moja mistrzowska ręka – wyszeptał do mnie ochryple. Sunął palcami powoli wzdłuż nabrzmiałego penisa, a ja bezwiednie zacząłem ocierać się plecami o jego tors. – O tak kochanie – szeroko rozsunął moje uda i przyśpieszył tempo. Zacząłem postękiwać bezwstydnie i całkowicie się mu poddałem. Teraz liczył się tylko on i jego ciepła dłoń na moim twardym jak skała członku. Położyłem głowę na jego ramieniu i wtuliłem twarz w jego szyję. Ukąsiłem go mocno w miejsce, gdzie wyczułem szalejący puls.
- Skarbie – usłyszałem jego niski, jedwabisty głos. Chwycił mnie w tali i odwrócił do siebie twarzą. Wpił się łapczywie w moje usta, jak wędrowiec na pustyni, który właśnie dorwał się do źródła. Zaplótł moje nogi wokół swojego pasa, włożył jedną rękę między nasze wyprężone ciała i zacisnął ją na członkach. Wsunął język między moje drżące wargi i zaczął delikatnie gładzić wilgotne, wrażliwe wnętrze. Dłoń i język zaczęły wykonywać te same rytmiczne ruchy coraz szybciej i szybciej. Teraz jęczeliśmy już obaj głośno, dążąc w zawrotnym tempie do spełnienia.
- Razem – dotarł do mnie jego namiętny szept.
- Aaa….! – krzyknąłem. Wytrysnęliśmy jednocześnie z głuchym jękiem, jakbyśmy byli jednym ciałem. Opadłem na jego pierś zupełnie pozbawiony sił. Przymknąłem powieki pomrukując z zadowolenia.
- Jesteś taki słodki, nie zamieniłbym cię na nikogo innego kochanie – demon gładził mnie po plecach, delikatnie masując mięśnie i niebezpiecznie zbliżając się do mojej nadal obolałej dziurki.
- Jak włożysz tam palec, to odgryzę ci ucho – warknąłem do niego groźnie.