Adam
Wyleciałem
przez okno w korytarzu i miałem zamiar
pognać do swojego pokoiku w domu Soni i tam w spokoju sobie polamentować.
Niestety przypomniałem sobie, że nadal mam lokatorów których najzwyczajniej w
świecie się brzydziłem i nawet trochę się bałem. Nie pozostało mi nic innego
jak polatać sobie trochę po zasypanym śniegiem lesie i przemyśleć całą sprawę.
Byłem tak zdenerwowany, że z trudem manewrowałem pomiędzy drzewami i
kilkakrotnie o mało nie spowodowałem wypadku. W głowie miałem kompletny chaos.
Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Moja rodzina była bardzo
konserwatywna. Homoseksualistów ojciec uważał za jakiś zwyrodnialców i
zboczeńców. Matka na widok naszego sąsiada geja przechodziła na drugą stronę ulicy,
bo bała zarazić się AIDS. Naczytała się jakiś bzdur w kobiecych pisemkach i w
dodatku opacznie je zrozumiała. Zawsze uważałem się za normalnego nastolatka.
Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że coś ze mną może być nie tak.
Dzisiaj jednak zdałem sobie sprawę ze swojej odmienności. Pocałunki Kasi owszem
sprawiały mi przyjemność, ale były niczym w porównaniu z tym co działo się ze
mną pod wpływem dotyku Nissima. Przy nim zapominałem o całym świecie, a moja
krew dosłownie wrzała jak lawa w wulkanie. Bliskość mężczyzny działała na mnie
obezwładniająco, traciłem przy nim cały swój rozsądek. Nie chciałem się temu
poddać, pragnąłem być taki jak większość moich rówieśników, umawiać się na
randki z ładną, miłą dziewczyną, chodzić z nią po parku trzymając się za ręce,
a potem kiedyś, w odległej przyszłości założyć rodzinę i mieć gromadkę dzieci.
Wszystkie moje marzenia wzięły właśnie w łeb, w uszach mi dzwoniło z wrażenia i
nie mogłem się uspokoić. W dodatku uderzyłem w twarz swojego opiekuna i zwiałem.
Zachowałem się jak prawdziwy dzikus. Latałem już chyba ze dwie godziny. Słońce
zaczęło zachodzić, a temperatura obniżała się coraz bardziej. Ośnieżony las
wyglądał niezwykle pięknie. Pobyt na łonie natury zawsze wpływał na mnie
kojąco. Moje serce zaczęło bić równym, spokojnym rytmem i przestałem się
trząść. Wylądowałem na niewielkiej polance i postanowiłem piechotą wrócić do
zamku Nissima. – Wślizgnę się jakoś po
cichu do środka i może nikt mnie nie zauważy. Demon za ten czas może ochłonął i
nie będzie czekał na mnie w drzwiach, żeby się ze mną rozprawić za ten policzek
– zastanawiałem się brnąc po kolana w białym puchu. Z zamyślenia wyrwał mnie
czyjś cichy chichot. Zaciekawiony zacząłem się skradać, podszedłem jak mogłem
najbliżej i wychyliłem ostrożnie zza drzewa. – Och to Luis i Avgar! Co oni wyprawiają
na takim mrozie? – przyglądałem się zmieszany ich wyczynom. Byli tak zajęci
sobą, że jeśli nawet wyszedłby z kniei niedźwiedź to z pewnością nawet nie
odwróciliby głów. Luis stał przygnieciony przez mężczyznę do oblodzonego pnia.
Chichotał jak szalony i wiercił się na wszystkie strony. Lodowate ręce Avgara
wędrowały pod jego ubraniem po nagiej skórze.
- Zabieraj
te zamrożone łapska – piszczał chłopak usiłując się uwolnić.
- Kochanie,
muszę sprawdzić czy moje zaklęcie podziałało należycie – z przewrotnym
uśmiechem stwierdził demon i zacisnął palce na sutkach Luisa delikatnie je
przekręcając.
- Chcesz
mnie zabić draniu? – jęknął Luis, wyprężając się pod wpływem jego pieszczot. –
Jaja sobie robisz? Miałem zniekształcony tyłek, a nie klatkę piersiową!
- O to
przepraszam – Avgar spojrzał na nie go niewinnie, zbyt niewinnie. – Zaraz się
poprawię – mruknął i złapał chłopaka obiema rękami za pośladki. – Mhm chyba nic
im się nie stało, ale może powinienem obejrzeć je z bliska? – przewrócił się
razem z kwiczącym na cały las Luisem do śniegu. Biedny chłopak wpadł twarzą w
puch, a cwany demon wylądował na jego plecach. Natychmiast zsunął się na dół i
pociągnął za sobą jego spodnie odsłaniając nieco krągłe pośladki. Wtulił w nie
twarz i zaczął gryźć delikatnie kuszące
półkule.
- Puść mnie
zboku, chyba nie masz zamiaru robić niczego dziwnego na śniegu? – wymamrotał słabym
głosem Luis, kiedy język demona zanurzył się w jego rowek.
To wyznanie
mojego przyjaciela znajdującego się właśnie w jednoznacznej pozycji z wypiętym do
góry tyłkiem nieco mnie otrzeźwiło. - Jeśli
oni są przycięci inaczej to kim jestem ja? – poczułem jak palą mnie ze wstydu
policzki, a w spodniach mam najwyraźniej ciasno. Zacząłem powoli się wycofywać,
aby mnie nie zauważyli. Odszedłem kilkadziesiąt kroków w głąb lasu i rozłożyłem
skrzydła. Może jednak lepiej polecę. Wślizgnąłem się do zamku przez okno w
korytarzu na piętrze. Poszedłem cicho w stronę mojej sypialni. – Chyba to nie
jest takie złe? Luis z Avgarem stanowią taką piękną parę i najwyraźniej świata
za sobą nie widzą. Czy miłość
rzeczywiście może zaistnieć tylko między kobietą, a mężczyzną, jak to
zawsze wpierali mi rodzice? Mylili się w tylu innych sprawach więc dlaczego akurat
w tej mieliby mieć rację? – zastanawiałem się całą drogę. – Niepotrzebnie tak
napadłem na Nissima. Powinienem z nim porozmawiać o tym, a nie uciekać jak
kretyn. Muszę go przeprosić.- Zacząłem szukać demona po całym zamku. Znalazłem
go w końcu w galerii portretowej. Stał przed jakimś obrazem i patrzył na niego
smutno. Nigdy go takim nie widziałem i ścisnęło się we mnie serce. Zawsze taki
dumny i arogancki teraz wyglądał na bezradnego i kruchego. Schowałem się za
filarem nie wiedząc co robić.
- Och
skarbie –usłyszałem głos opiekuna najwyraźniej mówiącego do mężczyzny na
portrecie - chyba jestem naprawdę złym
opiekunem. Wystraszyłem śmiertelnie tego ślicznego dzieciaka i teraz nie mogę
go znaleźć. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Miałeś rację, że ode mnie
uciekłeś i zostawiłeś mnie samego. Nie zasługuję na niczyją miłość i myślę
tylko o sobie – westchną ciężko. Zrobiło mi się niesamowicie ciepło i przyjemnie na sercu. – On się o mnie martwi i
uważa, że jestem śliczny – miałem ochotę podskakiwać z radości. Momentalnie
zapomniałem o swoich rozterkach. Wystrzeliłem jak korek z butelki i pognałem w
stronę Nissima. Rzuciłem się mu na szyję z ogromnym entuzjazmem omal go nie
przewracając. Przytuliłem się do zdumionego mężczyzny i wymamrotałem w jego
szyję.
-
Przepraszam, że jestem takim narwanym głupkiem. Jesteś naprawdę wspaniałym
opiekunem i przysięgam, że już ci nie będę sprawiał kłopotów – poczułem jak
silne ramiona Nissima zamykają się wokół mnie. – Och, jak dobrze być w domu. W
lesie było naprawdę bardzo zimno.
- Cieszę
się, że wszystko z tobą w porządku. Jutro jednak musimy poważnie porozmawiać –
stwierdził demon głaszcząc mnie po głowie. Spojrzał jeszcze raz na obraz i
uśmiechnął się do malunku. Coś zakłuło mnie w piersiach. Odsunąłem się od
niego, stanąłem przed obrazem całkowicie go zasłaniając.
- On jest
brzydki, ma gruby tyłek i wytrzeszczone oczy. Nawet ja jestem od niego o wiele
ładniejszy – wypaliłem niemądrze i już po sekundzie zaczerwieniłem się po same
uszy widząc kpiący wzrok mężczyzny.
- Jesteś zazdrosny
o nieżyjącego od pięciuset lat chłopaka? To bardzo zabawne – Nissim pstryknął
mnie w nos.
- Żartujesz?
Musiałbyś mi się podobać, a wcale tak nie jest – pogrążyłem się jeszcze
bardziej. Zaczął wolno podchodzić do mnie coraz bliżej. Otulił mnie jego
zapach, był na wyciągnięcie ręki. Mój puls przyśpieszył. – Muszę już iść, strasznie
przemarzłem – odwróciłem się na pięcie i uciekłem w popłochu. Ścigał mnie jego
donośny śmiech.
…………………………………………………………
Luis
Obudziłem
się bardzo wcześnie czując okropny głód. Faktycznie nie zjadłem wczoraj
kolacji, bo Avgar zajął mnie czymś hm, innym. Z dołu dochodził mnie boski
zapach. Powlokłem się do kuchni gdzie Sonia przygotowywała właśnie śniadanie.
Niezupełnie jeszcze rozbudzony wziąłem z szuflady widelec i zacząłem wyjadać
wprost z patelni.
- Mm, pyszne
– wymamrotałem z pełną buzią i natychmiast dostałem po łapach. Nawet nie
zauważyłem, że po brodzie cieknie mi krew.
- Luis ty
mała cholero, przecież to surowa wątróbka, poczekałbyś chociaż aż się udusi – ciotka
odpędziła mnie od gara i usadziła za stołem. – Zraz zaraz – zaczęła patrzeć na
mnie podejrzliwie - przecież ty nie ostatnio nie jadłeś mięsa bo powiedziałeś,
że to godzi w twój światopogląd. Wytrzyj się, wyglądasz jak wampir po posiłku –
podała mi papierową chusteczkę.
- Mogę
jeszcze trochę – odebrałem jej patelnię i zacząłem z zapałem pochłaniać jej
zawartość. Przyglądała się temu z wyraźnym obrzydzeniem w oczach.
- Luis,
ledwo wykaraskałeś się z jednego problemu i najwyraźniej zaczyna znowu ci
odwalać. Robiliście wczoraj coś dziwnego z Avgarem? – zapytała wbijając we mnie
oskarżycielsko wzrok.
- Eee? –
zapytałem inteligentnie. – Mam ci opowiedzieć ze szczegółami? – Przypomniałem
sobie wszystko co wyprawialiśmy i zawstydzony spuściłem oczy. – Kiedy my
właściwie wcale nie wychodziliśmy z sypialni – pisnąłem żałośnie.
- Nie patrz
tak na mnie, martwię się o ciebie, ostatnio bardzo się zmieniłeś – pokręciła głową
Sonia.
- Och,
czepiasz się i chcesz się mnie pozbyć – Nagle zrobiło mi się smutno i łzy
zakręciły mi się w oczach. – Teraz myślisz tylko o Ance i jej zderzakach. Nie
chcesz już być moją rodziną – chlipnąłem.
- Teraz to
już przegiąłeś. Zachowujesz się jak baba w ciąży! – krzyknęła na mnie dziewczyna
i znieruchomiała, jakby coś bardzo niepokojącego przyszło jej do głowy. – Luis czy
ty ostatnio dobrze się czujesz?
- Właściwie
to tak jakoś dziwnie, raz jestem ospały jakbym miał za moment zapaść w sen
zimowy, kiedy indziej rozpiera mnie energia. Mięsko niesamowicie mi smakuje,
zwłaszcza takie na wpół surowe – zacząłem się zastanawiać. – Może coś mi
zaszkodziło?
- Wiesz, ty
sobie lepiej usiądź, a ja zadzwonię do Avgara – powiedziała słabo unikając
mojego wzroku i poszła do swojego pokoju. Widziałem jak zamyka za sobą drzwi i
to wydało mi się bardzo podejrzane. Nigdy tego nie robiła. Po cichu poszedłem
za nią i przyłożyłem ucho do dziurki od klucza.
- Avgar ty
stary zboku, natychmiast przynieś mi test. Jeśli to prawda co podejrzewam, to
cię wykastruję bez znieczulenia! – piekliła się do komórki. – Czy wy się w
ogóle zabezpieczaliście?! Luis to głuptas i z niczego nie zdaje sobie sprawy,
ale po tobie spodziewałam się minimum odpowiedzialności kretynie!
- ……………………..
- Nawet mi
nie mów kurwa o jaju! Jaka moja wina, ty mi tu nic nie wpieraj! Nie miałam
pojęcia, że odziedziczył geny po matce! Cholera, oboje zawaliliśmy! Mały nie
będzie zachwycony, że przed nim to ukrywaliśmy i będzie miał rację. Długo
będziesz musiał czekać na przesyłkę? Co, masz go w domu? A więc też coś
podejrzewałeś?
- ……………………………….
- W takim razie czekamy. Idę naostrzyć tasak! Obejrzyj sobie ostatni raz swojego penisa i zrób mu pamiątkowe zdjęcie, bo już go więcej nie zobaczysz – Demon najwyraźniej się
rozłączył. Poczułem niepokój. - Co to za
dziwne tajemnice mają przede mną? Co Sonia takiego wie o mojej matce, przecież
nie mogła jej znać? - Rodzice zawsze opowiadali, że poznali się w Londynie
na jakimś zjeździe lekarzy. Nigdy nie widziałem jednak ich aktu ślubu ani
mojego aktu urodzenia. Gdy kiedyś potrzebowałem ich w szkole do załatwienia
urzędowych spraw zanieśli je sami, twierdząc, że jestem zbyt nieodpowiedzialny,
żeby powierzyć mi tak ważne dokumenty. Czasami, jak byłem mały opowiadałem im o
domu, z pięknym kwitnącym ogrodem, który często mi się śnił. Wyśmiewali mnie i
mówili, że mam zbyt bujną fantazję. Jak przez mgłę pamiętałem salon ze ścianami
z ciemnego drewna z dużym kamiennym kominkiem, bardzo podobnym do tego jaki
miała Sonia. Może dlatego jak przyjechałem tutaj od razu poczułem się jakbym
wrócił wreszcie na swoje miejsce. Usłyszałem kroki i szybko pobiegłem do
swojego pokoju. Zamknąłem się w łazience i puściłem wodę. Musiałem zastanowić
się nad tym co usłyszałem. Najbardziej niepokoiła mnie ta sprawa z jajem. – O co tu u licha chodzi?